
Jak skutecznie wytłumaczyć konserwatywnemu społeczeństwu, że karanie za posiadanie narkotyków nie ma sensu? Dwa lata temu Robert Makłowicz wziął udział w kampanii społecznej „Apel do Parlamentarzystów”, w której nakłaniał do zmiany polskiego prawa narkotykowego, które obok legislacji białoruskiej jest najbardziej restrykcyjnym w całej Europie. Po „dramatycznej” walce w obu izbach naszego Parlamentu udało się przeforsować zapis "”prokurator może odstąpić od oskarżenia, w przypadku małej szkodliwości społecznej czynu”. W praktyce nic to nie znaczy, bo gdy nie ma wartości granicznych to i tak użytkownik marihuany jest zdany na humor, poglądy polityczne czy widzimisię prokuratora. Mimo to, posłanka Kempa rzuciła się prawie krzyżem pod sejmową mównicą krzycząc, że na rękach Krzysztofa Kwiatkowskiego (ówczesnego ministra sprawiedliwości) widzi krew polskich dzieci. Tak więc utrzymanie ostrego kursu narkopolityki wciąż sprowadza się do hasła „kochamy polskie dzieci - wsadźmy je do więzienia”.
