Trenerzy Tauron Basket Ligi podsumowują rundę zasadniczą trwającego sezonu. Wybierają najlepszą ''piątkę'', głosują na najlepszego Polaka, obrońcę, najbardziej wartościowego zawodnika, a także - spośród swojego grona - szkoleniowca. Wygrał, jednym głosem, sternik Trefla Sopot - Karlis Muiznieks.
REKLAMA
Nie rozumiem dlaczego środowisko trenerskie dokonało takiego wyboru. Generalnie zastanawiam się jaki czynnik, przy tej kategorii, powinien być przede wszystkim brany pod uwagę. Wyniki zespołu, czy bezpośredni wpływ trenera na postawę swoich podopiecznych? Legenda Śląska Wrocław, dziś poseł na Sejm RP, Maciej Zieliński twierdzi, że rezultaty oraz skuteczność szkoleniowca mają ze sobą wiele wspólnego. Ok, ale czy konkretnie w tym przypadku?
Z Karlisem Muiznieksem ciekawie się rozmawia, o czym miałem okazję przekonać się podczas wspólnego lotu do Katowic na Mecz Gwiazd. Bardzo lubię szkoleniowców, którzy tłumaczą grę, nie gadają pierdół, które bez wahania mogę napisać, nie idąc nawet na pomeczową konferencję prasową. Łotysz do tego grona należy. Jednak gdy mam wziąć pod lupę jego pracę podczas spotkań, odnoszę wrażenie, że się gubi.
Przede wszystkim trzeba jasno zaznaczyć, że Łukasz Koszarek i Filip Dylewicz nie są - na chwilę obecną - zawodnikami, którzy bez pomocy trenera, mogę zdobyć w tym sezonie mistrzostwo Polski. Pierwsze symptomy, jakby na potwierdzenie, może było zauważyć podczas pierwszych w tym sezonie derbach Trójmiasta. Karlis Muiznieks, przy niesamowitej skuteczności rywala, szybko się pogubił. Źle rotował zawodnikami (o co spore pretensje miał sam Koszarek), a de facto bardziej przeszkadzał, a niżeli pomagał swoim graczom.
Za każdym razem, gdy swoją opinię na temat Muiznieksa wyrażę w towarzystwie Dainiusa Adomaitisa, trenera Energi Czarnych, Litwin przekonuje mnie, że nie mam racji. Choć często zgadzam się z ''Ado'', tak w tym temacie pozostaje nieugięty. Poza tym, nie zapominajmy, że Adomaitis jeszcze parę sezonów temu sam był jednym z podopiecznych Muiznieksa, a jak wiemy Litwin to naczelny dyplomata wśród trenerów TBL.
Zawsze gdy byłem zapraszany do tego typu głosowań, przy wyborze trenera roku/sezonu/rundy analizowałem, czy dany coach pomógł swoich graczom, czy oni go potrzebowali. Koszarek i Dylewicz potrzebują szkoleniowca, ale typu Dainiusa Adomaitisa - stratega, potrafiącego wyegzekwować skuteczne zachowania koszykarzy. Karlis Muiznieks taktykiem jest dobrym, co udowadnia w Treflu, ale... No właśnie, problem pojawia się jednak, gdy sopocianie tracą kontrolę w meczu i trzeba ponownie przejąć inicjatywę.
Jeśli nie Muiznieks, to kto? Ktoś spośród trójki Uvalin-Urlep-Adomaitis (kolejność nieprzypadkowa).
Według Tomasa Pacesasa, byłego trenera Asseco Prokomu, warto głosować, ale po sezonie. - Nie bardzo rozumiem sens wybierania najlepszych przed najciekawszą fazą rozgrywek. Największe sprawdziany - w szczególności dla trenerów - są w play-offach - mówi dyrektor wykonawczy ligi VTB. - Karlisa pamiętam jeszcze jak był bardzo dobrym koszykarzem. Nie wiem, czy słusznie został wybrany najlepszym trenerem, bo nie oglądałem wielu spotkań Trefla w tym sezonie. Niemniej jednak trzeba zauważyć, że zdobył Puchar Polski, za co należą mu się wielkie brawa - dodaje.
Ciekawy komentarz do całej sytuacji przesłał Szczepan Radzki z Gazety Wyborczej. - Na pewno nie jest to wybór kompletnie nietrafiony. Karlis Muiznieks prowadzi zespół, który znajduje się w czubie tabeli, w ostatnim meczu sezonu Trefl stracił pierwsze miejsce w lidze. I zupełnie nieistotnym jest, że ma najlepszy potencjalnie skład w lidze. Jako trener ma swoje wady i zalety, ale z tego co wiem ma niezwykłą etykę pracy i jest profesjonalistą w stu procentach. Powiem szczerze, że dla mnie trenerem roku, ale także i debiutem roku jest postać Miodraga Rajkovića, który z bardzo przeciętnego składu, który miał bić się w ogonie ligi, zrobił zespół, który był o krok od szóstki. Ja stawiałbym na niego, ale wybór Muiznieksa nie jest na pewno złym wyborem.
Pozdrawiam,
Paweł
Paweł
