Choć do tegorocznego finału Tauron Basket Ligi podchodzę bez większych emocji, to nie chcę, aby trójmiejska batalia o złoty medal zakończyła się już po czterech spotkaniach. Po pierwszym meczu, wiele wskazuje na to, że tak może być.
REKLAMA
Nie rozumiem. Od początku sezonu zawodnicy, trenerzy oraz działacze sopockiego klubu podkreślali, że ich celem jest gra w finale, walka o złoty medal, detronizacja Asseco Prokomu. Plan wykonany, teraz trzeba tylko postawić kropkę nad i. I co? Przychodzi pierwszy mecz, godz 18:30, sędzia podrzuca piłkę, Trefl gra dobrze... ale do czasu, gdy Asseco Prokom wyjdzie na prowadzenie po piorunującej kontrze Donatasa Motiejunasa.
Jeszcze przez parę akcji Trefl trzyma się założeń taktycznych, ale po kolejnej udanej akcji, traci koncentrację. Koszykarzom puszczają nerwy. Filip Dylewicz znów zamiast skupiać swoją uwagę na Motiejunasie, woli dyskutować z Pawłem Białasem, arbitrem, tragicznie sędziującym pierwszy finałowy mecz.
W ogóle, to dla mnie jest to skandal, że na taki mecz desygnowany jest właśnie tak sędzia. Kto to jest? Rozumiem nominację na pierwsze spotkanie dla Marka Ćmikiewicza i Marcina Kowalskiego, ale Paweł Białas? I naprawdę nie chcę słyszeć, że toniedoświadczony sędzia, że duża presja. Nie! Jeśli ktoś nie potrafi radzić sobie ze stresem, czy odpowiedzialnością, to powinien zająć się czymś innym! Są o wiele mniej stresujące zawody, niż zawodowy arbiter koszykówki.
Ale wracając do sedna...
Szkoda, że Trefl przestał grać w koszykówkę. Tym bardziej, że nastąpiło to dość szybko, bowiem już w drugiej kwarcie. Do gry swoich kolegów próbował zachęcić Łukasz Koszarek. Najpierw spokojnie, każdemu z osobna tłumaczył co mają robić. Gdy to nie skutkowało, ''Koszar'' użył bardziej żołnierskich słów ''Ku**aa, Panowie napie****my''. Niestety, to też nie poskutkowało. Mówię niestety, bowiem dla mnie jako neutralnego kibica liczy się widowisko, które tworzy zaangażowanie koszykarzy. Woli walki zabrakło gościom z Sopotu. Już nawet w drugiej połowie Koszarek machnął ręką i się nie odzywał. Doskonale wiedział, że nie ma sensu, bo mecz i tak jest przegrany.
- Strasznie krzyczałeś na swoich kolegów dzisiaj, boli Cie gardło? - zapytałem Łukasza po meczu.
- Nie, nie boli(śmiech).
- Nie, nie boli(śmiech).
Takim doskonałym przykładem na to, co wypisuje powyżej jest zachowanie Filipa Dylewicza z drugiej połowy (nie pamiętam, która to była kwarta). Motiejunas przechwycił piłkę i wyszedł sam na sam z koszem - pewne punkty. W pierwszej chwili kapitan Trefla ruszył za Litwinem, ale po chwili zatrzymał się, odwrócił i wymachiwał rękoma z pretensjami do kolegów, którzy bezczynnie stali po przeciwnej stronie parkietu.
Na pomeczowej konferencji prasowej zaskoczył mnie Karlis Muiznieks. Otóż przyczyną porażki była obrona, nie zatrzymanie szybkiego ataku, ble, ble, ble. A postawa graczy? A ich brak zaangażowania? Musiałem o to zapytać. Niestety, nie dogadaliśmy się. Po konferencji podszedł do mnie jeden dziennikarz i mówi ''przestań już męczyć tego Karlisa''. Nie męczę, tylko pytam.
O Prokomie nie chcę za dużo pisać, bo jeszcze będzie okazja. Mistrzowie Polski zagrali poprawne zawody, skuteczne przede wszystkim. Osobiście cieszy mnie powrót na parkiet Przemka Zamojskiego, oj cieszy! Lubię tego gracza, uwielbiam na niego patrzeć!
- Nie bał się Przemek dziś o swoje zdrowie? - zapytałem trenera Andrzeja Adamka.
- Przemek, bał? On nie zna takiego słowa! - mogę tylko dodać, święte słowa.
Gdyby ktoś zastanawiał się dlaczego tak krótko grał w pierwszym meczu Mateusz Ponitka, odpowiedź jest prosta - przez maturę.
W środę znów będę w Gdyni, ale tym razem chcę zobaczyć ten Trefl, o którym mówiło i wciąż mówi się, że może zdetronizować Asseco Prokom!
Pozdrawiam,
Paweł
Paweł
