Właśnie wróciłem z sopocko-gdańskiej Ergo Areny, gdzie miał miejsce otwarty trening reprezentacji Polski w koszykówce. Marcin Gortat i spółka zebrali się w nad morzem w celu rozegrania towarzyskiego turnieju, który rozpocznie się już w najbliższy piątek.
REKLAMA
30 minut, tyle dokładnie trwał otwarty trening dla mediów, które prowadził Ales Pipan, selekcjoner polskiej kadry. Prowadził? Hmm, ciężko to tak nazwać. Tradycyjnie trenerzy nie dali nic ciekawego obejrzeć. No bo co jest fajnego, gdy koszykarz tylko rzuca do kosza bez jakiejkolwiek pomocy? Typowa, nudna rzutówka. Można byłoby się tego spodziewać, ale nie po to pojechałem do Sopotu. Chcę się zaprzyjaźnić. Tak, zaprzyjaźnić z reprezentacją Pipana.
Wiadomo, że dla dziennikarzy - przynajmniej dla mnie - najciekawsze są rozmowy z koszykarzami lub trenerami. Kiedy Piotr Kwiatkowski, oficer (fajna nazwa) prasowy polskiej kadry, dał znać, że można podejść do kadrowiczów, wszyscy pobiegli (no dobra, szybkim krokiem) udali się w stronę Marcina Gortata. Choć droga była podobna, to wybrałem się (w spokojnym tempie) do Alesa Pipana. Szczerze, to myślałem, że szybko mnie spławi, bo jego kolega, dyrektor reprezentacji Walter Jeklin, nigdy nie chce ze mną rozmawiać. Nie wiem, czego się boi, ale to już jego problem. (pewnie ma za złe, że rok temu niezbyt pochlebnie wypowiadałem się na temat jego nominacji na dyrektora kadry)
Ales Pipan ma problem. Widać wyraźnie, że nie jest zadowolony z faktu, że co chwilę ktoś z podkoszowych graczy łapie kontuzje. Na treningu nie było Macieja Lampe, Michała Ignerskiego i Kamila Łączyńskiego. Ten pierwszy wciąż przebywa w Niemczech i rehabilituje swoje kolano (w Sopocie raczej nie zagra, cel to wyzdrowieć na eliminacje). Drugi poprosił o dzień-dwa wolnego w celu załatwienia spraw rodzinnych. Z kolei ''Łączka'', nad którego nieobecnością najbardziej ubolewam, jest chory. Ma gorączkę i pozostał w hotelu.
Wracając do rozmowy ze słoweńskim szkoleniowcem, muszę dodać, że była to moja pierwsza ''pogawędka'' z Pipanem. Nie jest to na pewno Andrea Anastasi od którego aż bije pewien luz przy rozmowach z mediami. Choć na pewno jest bardziej otwarty, niż jego poprzednik Igor Griszczuk. Jedno stwierdzenie naszego selekcjonera bardzo mi się spodobało. - To moja reprezentacja i biorę za nią pełną odpowiedzialność. Ciężko powiedzieć, że jest to jego autorska reprezentacja. Powołał najlepszych i przede wszystkim zdrowych. Można oczywiście dywagować, czy w przypadku kontuzji wysokich graczy, zamiast Jakuba Wojciechowskiego lepiej byłoby powołać doświadczonego Filipa Dylewicza. Sam zainteresowany zupełnie nie chce komentować tej sprawy. Nie chce nawet powiedzieć, czy reprezentacyjną karierę zakończył, czy też nie. Pipan odpowiada, że to decyzja władz federacji. Czyli jego kadra, on bierze odpowiedzialność, ale z boku ktoś mu sprytnie podpowiada. I wcale nie jest to asystent Krzysztof Szablowski, czy attache Andrzej Pluta.
Pod koszem jest problem. Wszystko wskazuje na to, że Marcin Gortat w meczach eliminacyjnych będzie grał po 30 minut. Pipan pociesza się faktem, że w eliminacjach nie gra się dzień po dniu i w razie kontuzji będzie czas na leczenie. Wygląda na to, że zmiennikami Gortata będzie Przemysław Karnowski lub Jakub Wojciechowski. Obaj od wtorku są z kadrą. Zastanawiam się, czy przy wejściach młodych środkowych jakość gry polskiego zespołu nie spadnie. Pytany o to Pipan, nie odpowiada, a obrusza się, pytając kogo innego ma powołać, skoro wszyscy są kontuzjowani. O Olku Czyżu już nawet nie chciałem wspominać.
Ciekawe, że zdania na temat trudności treningowych są podzielone. Patrząc na kadrowiczów skłaniałbym się jednak ku opinii Dardana Berishy, który twierdzi, że trenują naprawdę ciężko. Łukasz Wiśniewski zajęcia kończył cały mokry, więc coś w tym musi być. Z kolei Robert Skibniewski twierdzi, że jest ''ok'', ale tutaj zdecydowanie przemawia doświadczenie :)
Towarzyski turniej w Sopocie zapowiada się wobec tego bardzo ciekawie. Bacznie będę obserwował Alesa Pipana. Ciekaw jestem jak wykorzysta młodych koszykarzy. W kadrze jest ich sporo i zważywszy na kontuzję - muszą grać. Nie ma innego wyboru.
W obliczu Igrzysk Olimpijskich warto wybrać się w weekend do Ergo Areny. Koszykarze to przecież przyszli Olimpijczycy :)
Pozdrawiam,
Paweł Łakomski
