''Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz'' śpiewa od wielu lat Grzegorz Markowski z zespołu ''Perfect''. I choć wielkiej bitwy nie było, to ten kto skorzystał z piątkowego zaproszenia na trójmiejskie derby - mam nadzieje - nie żałuje.
REKLAMA
Przed spotkaniem Asseco Prokomu z Treflem Sopot było wiele znaków zapytania. Kibice, eksperci, całe grono koszykarskie zastanawiało się, czy po tej konfrontacji będziemy mogli powiedzieć, która z drużyn - mentalnie - przybliży się do tytułu mistrzowskiego. W mojej opinii, po 40 minutach sobotniej rywalizacji jest jeszcze więcej niejasności. Gryząc się w język mogę natomiast napisać, że zbyt szybko skreśliłem koszykarzy gdyńskiego zespołu.
Zawodnicy Trefla pewnie mojego wpisy sprzed kilku tygodni nie czytali, ale do sobotnich derbów nie podeszli najlepiej skoncentrowani. Tylko czemu? W końcu to derby, a prawda jest taka, że w historii sopocianie jeszcze ani razu z Asseco Prokomem nie wygrali. Co więcej, gdyński klub przed meczem wypuścił filmik, który wyniki poprzednich pojedynków dobitnie przypomniał. Być może sopocianie po pierwszych akcjach, gdy w łatwy sposób zdobyli punkty, poczuli się zbyt pewnie? A może koniec końców, brak osoby Tomasa Pacesasa zadziałał demobilizująco na Filipa Dylewicza i spółkę? Nie wiem.
Z kolei od samego początku ambicji nie brakowało gospodarzom. Mistrzowie Polski chcieli ten mecz wygrać i wygrali. Obawiałem się przed meczem, że może dojść do sytuacji, w której po stronie Trefla rządzić będą Polacy, a po stronie Asseco Prokomu punkty będzie zdobywać para Blassingame-Motiejunas. Całe szczęście w wielkiej formie jest Przemysław Zamojski. Naprawdę jego gra wywołuje u mnie zachwyt oraz podziw. Tym bardziej, że 26-letni jest po dwóch ciężkich kontuzjach kolan. Poza bardzo dobrą grą w ofensywie, trzeba zaznaczyć, że obrońca Asseco Prokomu świetnie spisał się obronie. To właśnie on był odpowiedzialny za Łukasza Koszarka. Lider Trefla Sopot mecz zakończył z dorobkiem 4 punktów, przy czym warto zaznaczyć, że średnio w tym sezonie zdobywa po 16 oczek.
Popularny ''Koszar'', którego kibice koszykarscy znają jako dobrego kreatora gry, w sobotę zagrał jako typowa ''dwójka''. Łukasz ograniczał się jedynie do przeprowadzenia piłki na pole rywala, a następnie oddawał piłkę Łukaszowi Wiśniewskiemu, a sam szukał po zasłonach wolnych pozycji. Nie przyniosło to żadnego efektu. Tylko 4 punkty najlepszego strzelca Trefla Sopot w tak ważnym spotkaniu, to trochę mało. Warto także odnotować, że od samego początku Koszarek był wyraźnie sfrustrowany postawą swojego zespołu, a przede wszystkim trenera. Wielokrotnie Łukasz wymachiwał w stronę swojego szkoleniowca sugerując mu inny pomysł na rotację w składzie. Rzeczywiście, pomysł Karlisa Muiznieksa na rotowanie swoim zespołem, był dość dziwny. Jeszcze w pierwszej połowie Filip Dylewicz miał na swoim koncie trzeci faul, co miało znaczenie w dalszej części spotkania.
Gdy na pomeczowej konferencji prasowej spytałem szkoleniowca Asseco Prokomu, czy pamięta mecz, w którym jeden zespół zdobył więcej punktów zza linii 6,75, niż za 2 punkty, nie podał odpowiedzi. Gdynianie z dystansu zdobyli 39 punktów, natomiast z ''pomalowanego'' 24. Niebywałe!
Mistrzowie Polski oprócz bardzo dobrej skuteczności w ataku, imponowali w obronie. Organizacja defensywy przez podopiecznych Andrzeja Adamka, jak na polskie warunki, to było mistrzostwo świata! Szkoleniowiec Asseco Prokomu przeciwko niskim obwodowym koszykarzom Trefla postawił wysokich skrzydłowych, takich jak Szczotka, Frasunkiewicz, czy Witka. Miało to na celu ograniczyć rzuty z dystansu i wymusić penetracje pod kosz gospodarzy. Ciekawe rozwiązanie.
Kto oglądał ten wie o czym mówię. I choć spodziewaliśmy się ciekawej bitwy – sam typowałem +1 dla Asseco Prokomu – mimo wszystko możemy być zadowoleni. Świetne zawody rozegrali Polacy, a przecież o to chodzi.
Pozdrawiam,
Paweł
Paweł
PS. Najwięcej punktów zdobył dla Asseco Prokomu Donatas Motiejunas - 24 punkty. 22-letni Litwin prawdopodobnie w przyszłym sezonie będzie grał w NBA. Fajnie, że sezon wcześniej ogrywa się w polskim klubie.
