Czy jestem dumny z tego, że jestem fryzjerem? Na pewno jestem szczęśliwy z tego, co robię. Kocham to, oddaję się temu z wielką pasją. Do tego zawodu trzeba mieć wielkie serducho, poświęcać się, oddawać się w pełni i wtedy dopiero będziemy mieli fajne efekty.

REKLAMA

Kiedyś mówiło się: Jak nie chcesz się uczyć, to idź na fryzjera. To ma się nijak do rzeczywistości. W dzisiejszych czasach w tym zawodzie można się naprawdę spełnić. Ja czuję się spełniony. Dzięki temu zawodowi zwiedziłem kawał świata, jeździłem do wielkich metropolii się uczyć.

Ja ten zawód wykonuję z wyboru i z miłości. Ja to wybrałem. Mógłbym robić w życiu wiele innych rzeczy, ukończyłem inny kierunek, bo jestem po gastronomii, po hotelarstwie, po turystyce. Z fryzjerstwem nie ma to nic wspólnego. Miłość do tego zawodu zaczęła się w szkole średniej. Zaraziła mnie pierwsza szefowa, do której poszedłem się ostrzyc jako klient. I tak wszystko się zaczęło.

Jest Zakopane, jest szkoła średnia, taki szalony, barwny okres mojego życia. Zawsze chciałem pracować, wiadomo, to jest Podhale. Tam było marzeniem, albo pracować w dobrym hotelu, albo wyjechać do Ameryki. Skończyłem więc szkołę, zacząłem pracować w Hotelu Kasprowy. Moim kierownikiem był pan, którego żona miała zakład fryzjerski. Poszedłem się do niej ostrzyc. To był salon naprawdę, jak na ówczesne czasy na wysokim poziomie. To zrobiło na mnie duże wrażenie. Potem strzygąc się rozmawialiśmy. Mówiłem jej, że bardzo pięknie to zrobiła. Spytała mnie, czy się znam. Mówię, że nie, ale tak trochę amatorsko strzygę. Na co ona zażartowała: To może by Pan przyszedł na praktykę. A ja mówię: Czemu by nie? I tak się zaczęło wszystko.

Przez pewien okres życia to było ciężkie. Lubię wyzwania, ale nie sądziłem, że będę uprawiał ten zawód dla przysłowiowego chleba, tylko jak ktoś mnie prosi: mama, siostra, koleżanka, to ja to zrobię. Bo fajnie jest sprawiać ludziom przyjemność, a to jest tego typu zawód.