Z reguły, a w zasadzie w ogóle, nie piszę na temat boksu amatorskiego. Dziś napiszę jednak kilka zdań, bowiem jest ku temu szczególna okazja. Wczoraj okazało się, iż na igrzyskach olimpijskich w Londynie zabraknie polskich pięściarzy. Mówiąc krótko, bida z nędzą.
REKLAMA
Będzie to pierwszy taki przypadek w historii polskiego boksu, nie licząc absencji na olimpiadzie w 1932 i 1984 roku, kiedy to Polska w ogóle nie startowała. O tym, że polski boks amatorski przeżywa kryzys wiadomo nie od dziś. Ostatni medal olimpijski zdobył w Barcelonie (20 lat temu !) Wojciech Bartnik. Historia pokazała, że od tamtego czasu było już tylko gorzej. W Atlancie w 1996 roku nic. Cztery lata później w Sydney także bez sukcesu. Przełom mógł przyjść na kolejnej olimpiadzie w Atenach.
W 2004 roku apetyt na medal rozbudził Aleksy Kuziemski, który rok wcześniej w Bangkoku wywalczył brązowy krążek mistrzostw świata. Niestety, wychowanek Astorii Bydgoszcz przegrał już w pierwszej walce z przyszłym zawodowym mistrzem świata wagi półciężkiej, Beibutem Szumenowem. Oprócz Aleksa do stolicy Aten udali się Andrzej Liczik oraz Andrzej Rżany. Ten ostatni był bliski wywalczenia medalu, ulegając w ćwierćfinale Fuadowi Asłanowi. Porażka ta bolała, bowiem Polak przegrał w stosunku 23:24. Długo oczekiwany krążek igrzysk olimpijskich był więc bardzo blisko.
Na olimpiadzie w Pekinie zaprezentowało się dwóch Polaków, Rafał Kaczor oraz Łukasz Maszczyk. Ten ostatni bliski był zdobycia trzeciego miejsca, przegrywając dopiero w ćwierćfinale. Wstydu nie było, ale medalu także. Obaj zawodnicy startowali także w tegorocznych kwalifikacjach w Trabzonie. Obu nie udało się uzyskać prawa startu w Londynie. Obaj przegrali swoje walki ćwierćfinałowe.
W Turcji wystartowało w sumie siedmiu pięściarzy. Niestety każdy z nich otrzymał srogą lekcję boksu, która pozbawiła ich możliwości startu na najważniejszej imprezie sportowej na świecie. Kolejną szansę dostaną dopiero za cztery lata. Do tego czasu polski boks amatorski musi przejść gruntowną odbudowę.
Trzeba by zacząć od najwyższych struktur Polskiego Związku Bokserskiego, który jak pokazują ostatnie lata działa nieudolnie zarówno w zakresie wyszkolenia, regularnych startów międzynarodowych, skończywszy na pozyskiwaniu sponsorów. Na stanowisku prezesa potrzebny jest sprawny menadżer znający środowisko, a nie pan z kółka wzajemnej adoracji. Zapewne nie bez znaczenia słabych wyników na arenie międzynarodowej jest konflikt części zawodników z trenerem kadry, Wiesławem Rudkowskim. Jeśli więc coś ma się zmienić na lepsze, trzeba poprawić naprawdę sporo. Kto wie, czy nie za dużo, by zdążyć przed igrzyskami w Rio de Janeiro.
Wydaje się, że jedyną komórką która działa w związku bez zastrzeżeń, jest Wydział ds. Boksu Kobiet. Nasze dziewczyny regularnie zdobywają medale na mistrzostwach Europy i świata. Trener Piotrowski robi świetną robotę w zakresie ich przygotowania oraz współpracy z trenerami klubowymi. Może więc wystarczy wziąć przykład z metod szkoleniowca naszych pięściarek? Może, choć to chyba zbytnie uproszczenie sprawy.
W Londynie boks kobiecy zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich. Na razie w trzech kategoriach wagowych. Panie o kwalifikacje powalczą na Mistrzostwach Świata w chińskim Qinhuangdao, które odbędą się od 9 do 20 maja. O przepustkę na olimpiadę walczyć będzie Karolina Michalczuk, Lidia Fidura oraz Karolina Graczyk. Niespodzianką będzie jeśli żadna z nich kwalifikacji nie wywalczy.
Łatwo na pewno nie będzie, ale polskie dziewczyny nie raz już udowodniły, że szermierka na pięści nie jest im obca. Co więcej, wiedzą jak swoje umiejętności odpowiednio wykorzystać. Szkoda, że nie mogę napisać tego samego o naszych pięściarzach. Mam nadzieję, że za cztery lata po obecnej bidzie w polskim boksie pozostaną tylko wspomnienia.
