„Wychodząc na ring jestem w pełni profesjonalny. Chcę zabić mojego przeciwnika” – powiedział niegdyś Mike Tyson. Stwierdzenie to dobrze pasuje do postawy Grzegorza Proksy, mistrza Europy wagi średniej. Na co dzień to przykładny mąż i ojciec. W ringu natomiast wojownik, który ma tylko jeden cel. Zwyciężyć.

REKLAMA
Ostatnio w jednym z wywiadów „Super G” powiedział, że ring to nie miejsce na litość. To zdanie w pełni oddaje jego zaangażowanie w to co robi. Swoim podejściem do treningu imponuje kolegom po fachu, a kiedy wychodzi między liny ringu liczy się tylko wygrana. Wydawać by się mogło, że to oczywista sprawa dla sportowca, jednak nie zawsze jest to regułą. Różnie bowiem bywa kiedy nie jest się faworytem. Przykład z walki z Sylvestrem pokazuje, że Proksa nie przestraszył się swojego utytułowanego rywala. Mało tego, zdeklasował go i koniec końców sprawił, że ten zawiesił rękawice na kołku.
Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że Grzegorz to wspaniały pięściarz. Jestem wielkim fanem jego talentu i rzemiosła, które prezentuje. Zdaje sobie sprawę, że nie wszystko w jego boksie jest takie, jak należy, ale widzę że z robi postępy, że jest coraz lepszy. Upatruję w nim przyszłego mistrza globu. Czempiona, który może zwrócić na siebie uwagę całego bokserskiego świata. Pierwszy krok ku temu uczynił w październiku ub. roku, kiedy to pokonał wspomnianego Sylvestra, zdobywając wówczas pas mistrza Europy wagi średniej. Warto śledzić karierę Grześka, bo jestem pewien że będzie o nim głośno. Być może głośniej, niż o Adamku.
W Proksie cenię również to, że prywatnie to bardzo poukładany facet. To gość, który burzy stereotyp o bokserze półgłówku, na który nierzadko można się natknąć. W wywiadach, które udziela udowadnia, że talent do szermierki na pięści może iść w parze z inteligencją. To wszystko sprawia, że jest osobą, która może, a w zasadzie powinna być wzorem dla młodych adeptów boksu.
Ci, którzy nie mieli jeszcze okazji widzieć Grześka w akcji będą mieli ku temu okazję. „Super G” w najbliższą sobotę po raz pierwszy bronić będzie pasa mistrza Europy. Jego rywalem będzie pochodzący z Anglii, Kerry Hope. Obaj zawodnicy zmierzą się na ringu w Sheffield, a ich pojedynek będzie można obejrzeć na kanale „n sport”. Początek relacji o godz. 21.
To dobra wiadomość, bowiem większość dotychczasowych walk Proksy nie była transmitowana w Polsce. Osobiście mam nadzieję, że ruch platformy „n” jest pierwszym krokiem ku temu, by boks powrócił na antenę TVNu, który to pokazywał kilka pierwszych pojedynków Polaka, w tym jego debiut na zawodowym ringu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wrócić do tej tradycji. Przykład konkurencyjnego Polsatu pokazuje, że relacje w otwartym kanale mogą się opłacać. Dlatego też na koniec mam mały apel. Drogi zarządzie TVNu, nie bójcie się iść tą drogą. Uwierzcie w Grzegorza i dajcie widzom szansę emocjonowania się jego potyczkami.