Miliony imigrantów budzą niepokój mieszkańców bogatej Unii. W czasach prosperity byli „niewidzialni”, wykonując pracę, której nie chcieli tubylcy, teraz - w kryzysie, stali się zagrożeniem podsycanym dodatkowo przez partie nacjonalistyczne i antyeuropejskie.
REKLAMA
Setki tysięcy imigrantów z Polski „pomagają” obecnie pompować słupki antyunijnej partii UKIP w Wielkiej Brytanii (na Wyspach oficjalnie mieszka i pracuje już ponad 600 tys. Polaków, nieoficjalnie ponad milion*). W toczącej się kampanii przed majowymi wyborami „grają” główną rolę, z "dopalaczem" w postaci wyłudzanych przez siebie socjali.
We Francji w siłę rośnie antyeuropejski Front Narodowy straszący islamizacją kraju, co po niedawnych zamachach w Paryżu brzmi coraz bardziej przekonująco dla przeciętnego wyborcy.
Faktem jest, że Unia z otwartymi rynkami (i wewnętrznymi granicami) sprzyja mobilności swoich mieszkańców, stąd miliony obywateli państw Europy Środkowo-Wschodniej wybierają pracę w bogatszej części starego kontynentu, pracując legalnie i płacąc tamże podatki. Z raportu CEED Institute wynika, że w na koniec 2013 r. łączna liczba obywateli tychże krajów, pracujących poza granicami wzrosła do 5, 737 mln**. (GUS podaje, że na koniec tego samego roku za granicą mieszkało 2,2 mln Polaków).
PKB Wielkiej Brytanii zawdzięcza emigrantom z Unii, przybyłym w ostatniej dekadzie wkład na poziomie ok. 20 mld funtów****. I nie byli to turyści nielegalnie "przeniknięci" przez granicę, kraj ten nie jest w strefie Schengen, zatem każdy, kto ląduje na Wyspach przechodzi kontrolę paszportową, a każdy kto tam był wie, że Brytyjczycy drobiazgowo monitorują przybywających.
Prawdą jest, że od dwóch lat imigranci z Afryki i Azji legalni i nielegalni zalewają (po „wiośnie arabskiej”) południe Europy, ale to nie oni stoją za zamachami w Paryżu, Brukseli czy Kopenhadze, tylko urodzeni i wychowani tamże obywatele wyznania islamskiego. To przykład wieloletniej porażki integracyjnej, datowanej grubo przed stworzeniem strefy Schengen.
Obwinianie za imigracyjne problemy Unii jest łatwostrawną papką wyborczą, niemającą z prawdziwym rozwiązaniem nic wspólnego. To polityka imigracyjna poszczególnych krajów poniosła porażkę, a nie unijna, której zresztą nie ma. Wznowienie kontroli na granicach ma zapobiec zamachom? W takim razie trzeba by w pierwszej kolejności otoczyć granicami Paryż, któremu najbardziej zagrażają... przedmieścia.
Antyunijne partie mają się coraz lepiej. Przed dekadą ich głos był zbywany wzruszeniem ramion, a liderzy sadzani na ławce oszołomów. Dzisiaj plasują się w mainstreamie z szansą na rządy.
Ciekawe, że ich programy dążące do rozpadu Unii znajdują zainteresowanie i poparcie także poza Wspólnotą. Z wielką uwagą przygląda im się, wyciągając pomocną (finansową) dłoń Władimir Putin. O jego przyjaciołach w Parlamencie Europejskim pisałam na blogu.
Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg
* http://www.egospodarka.pl/117847,Europa-wydarzenia-tygodnia-47-2014,1,25,1.html
** http://www.biznes.newseria.pl/news/ceed_institute_coraz,p136698160
*** http://www.rp.pl/artykul/17,1143599-Emigracja-bliska-rekordu--Ci-ludzie-juz-nie-wroca.html
**** http://www.wykop.pl/ramka/2231408/cameron-sie-myli-polacy-buduja-bogactwo-wielkiej-brytanii/
Polecam też ciekawy artykuł o kierunkach i rozmiarze emigracji zarobkowej Polaków:
http://rynekpracy.pl/artykul.php/wpis.766
http://rynekpracy.pl/artykul.php/wpis.766
