Jest mi niezmiernie miło, że moje refleksje dotyczące programu „Tomasz Lis na żywo”, w którym gościem była Pani Monika Kuszyńska wywołały wiele pozytywnych emocji oraz, że zwróciły uwagę na sytuację osób niepełnosprawnych. Wrażliwość na drugiego człowieka zawsze była dla mnie najważniejsza w podejmowanych przeze mnie działaniach zarówno prywatnych, jak i zawodowych.

REKLAMA
Poproszono mnie o napisanie swojej historii. Nie jest to dla mnie łatwe. Absolutnie nie dlatego, że nie potrafię jej opowiedzieć, ale dlatego, że całe życie unikałam podkreślania swojej niepełnosprawności. Zawsze myślałam o ludziach bardziej dotkniętych przez los, niż ja. Czy miałam prawo narzekać patrząc na zdecydowanie większe, moim zdaniem, cierpienie ludzi wokół?
W moim życiu wszystko zmienił jeden dzień. W wieku lat 16 miałam wypadek, w którym straciłam rękę. W jednej chwili zawalił mi się mój młodzieńczy świat. Nagle musiałam przewartościować swoje myślenie o świecie, dorosnąć, a przede wszystkim od nowa nauczyć się żyć. To był bardzo trudny czas dla mnie oraz moich bliskich. Dzięki pomocy, którą otrzymałam i determinacji, która się we mnie wtedy zrodziła, a także przekonaniu, że trzeba działać i nie poddawać się powoli osiągałam ważne dla mnie cele. Mój upór, optymizm oraz wiara w możliwości człowieka, pomimo przeciwności losu, pomagały mi w realizacji moich planów i marzeń.
Skończyłam studia, mam wspaniałą rodzinę: męża, dwoje dzieci oraz dwoje wnucząt, całe życie realizowałam się zawodowo, nigdy nie oczekując taryfy ulgowej. Lata 60-te, w których musiałam zmierzyć się z niepełnosprawnością były diametralnie różne od obecnych czasów. Determinowało to także moje funkcjonowanie i zachowanie poprzez próbę wywołania akceptacji i tolerancji w otaczającym mnie świecie. Proszę pamiętać, że w tamtych czasach ludzie niepełnosprawni żyli odizolowani w swoich domach czy zakładach specjalnych, jakby na marginesie życia społecznego. Robiłam wszystko, aby żyć jak inni: studiując czy pracując zdarzało się, że ludzie będący blisko mnie nie orientowali się, że mam tylko jedną rękę.
Piszę o tym, ponieważ zdarza się, że ludzie, którzy ulegają wypadkowi nie potrafią pogodzić się z nową sytuacją, a nawet zdrowi, młodzi ludzie często poddają się, zapominają, że czasem trzeba stanąć na nogi i zmierzyć się z życiem, który przynosi los. Jeśli mówimy o naszym społeczeństwie i tolerancji, to wzrasta na pewno poziom zauważania osób niepełnosprawnych i to mnie bardzo cieszy. Martwi mnie natomiast brak tolerancji na inność czy odmienność drugiego człowieka. Bardzo mało jest w nas akceptacji, na to że ludzie mogą być inni.
Los wyznacza człowiekowi jakieś miejsce, nadaję role i wierzę bardzo w to, że wszystko ma jakiś sens, który oczywiście trudno nam zrozumieć na tu i teraz. Moim zdaniem każde cierpienie służy czemuś ważnemu, czasem tylko potrzeba czasu, aby znaleźć odpowiedź na tak trudne dla nas pytania. W mojej karierze zawodowej najwięcej pozytywnych doświadczeń wyniosłam z pracy z dziećmi i młodzieżą, ponieważ młodzi ludzie są szalenie empatyczni i tolerancyjni.
Podziwiam ludzi, którzy ze swoją niepełnosprawnością starają się realizować swoje pasje oraz marzenia. Jestem wzruszona, kiedy słyszę o sukcesach ludzi z niepełnosprawnością, bo to pokazuje jaką siłę ma w sobie każdy z nas. Ale rozumiem także ludzi, którzy się załamują, którzy przeżywają chwile zwątpienia. Mam nadzieję, że potrzebują czasu, aby na nowo odnaleźć swoją drogę i zacząć żyć pełnią życia. Tego im wszystkim serdecznie życzę.