
Styczeń, który jest miesiącem nowych postanowień już za nami. Niestety, wiele postanowień legło w gruzach. Początek roku sprzyja nowym planom i marzeniom. Każdy z nas pod wpływem nadchodzącego nowego kalendarzowego roku ma na siebie nowy plan - nową dietę, rzucenie palenia, nową pracę czy wymarzone wakacje. Styczeń jest zarówno miesiącem zmian, jak i zawodu, że nie udało nam się wytrzymać do końca.
REKLAMA
W ostatnim czasie postanowiłam zgłębić ten temat i udało mi się znaleźć kilka interesujących informacji. Między innymi Journal of Clinical Psychology opublikował 10 - ich zdaniem - najbardziej popularnych postanowień noworocznych. Należą do nich:
· zrzucenie zbędnych kilogramów,
· bycie zorganizowanym,
· umiejętność oszczędzania i wydawania mniej,
· życie pełnią życia,
· bycie wysportowanym,
· nauczenie się czegoś interesującego,
· rzucenie palenia,
· pomoc innym w zrealizowaniu ich marzeń,
· zakochanie się,
· oraz spędzanie więcej czasu z rodziną.
Nie wiem jak to bywa u was, jednak u mnie motywacja i chęć zmiany uchodzą ze mnie wraz z końcem stycznia. Za każdym razem schemat się powtarza. Najpierw powstaje we mnie potrzeba zmiany, potem decyzja oraz strategiczny plan dzialania (w tym jestem dobra!). Na samym końcu proces jej wdrażania.
Jednak po jakimś czasie moje postanowienie wydaje się coraz bardziej bez sensu i przestaję się na nim koncentrować. Właśnie wtedy zaczynam widzieć argumenty za tym, by przestać, po prostu tracę motywację. Pociesza mnie fakt, że nie jestem w tym osamotniona. Badania opublikowane przez Journal of Clinical Psychology pokazały również, że:
· 75% ludzi porzuca noworoczne postanowienia w pierwszym tygodniu stycznia,
· 71% porzuca noworoczne postanowienia w przeciągu dwóch pierwszych tygodni,
· 64% porzuca noworoczne postanowienia w przeciągu miesiąca,
· 46% porzuca je przed upływem 6ciu miesięcy.
Zatem co pozwala nam kontynuować, kiedy chcemy rzucić to, co zaczęliśmy? Chęć porzucania pojawia się często. Na przykład ostatnio postanowiłam, że codziennie będę ćwiczyć. Nie minęły trzy dni, juz chciałam się poddać. Jednak takie moje myślenie nie jest związane tylko z domowym, codziennym ćwiczeniem. To również inne moje postanowienia, takie jak pisanie bloga, moja praca, dieta. Niezależnie od postanowień, pokusa pozostawienia tego, co zaczęłam jest ogromna.
Nikt z nas nie lubi myśleć o sobie jako o kimś, kto łatwo się poddaje. Badania przeprowadzone przez Lewis R. Timberlake na sprzedawcach handlowych pokazały, że pracownicy poddają się za wcześnie.
Timberlake udowodnił, że zaledwie 10% pracowników osiąga to, co sobie wcześniej nakreślili. Następne 10 % godzi się z porażką i próbuje rozwiązać poczucie przegranej różnymi uzależnieniami. Natomiast pozostałe 80% uważa, że powodem poddania się były okoliczności lub tak zwany źle życzący im los. Czy te liczby nie są przerażające?
Timberlake w swoich badaniach podkreśla, że głównym powodem poddania się nie jest samo porzucenie zadania, lecz porzucenie go zbyt wcześnie. Takie zachowanie w praktyce oznacza porzucanie rzeczy, które prowadzą nas do sukcesu.
Zatem jeśli wiemy, że nie powinniśmy się poddawać, a jednak to robimy to czemu tak sie dzieje? Odpowiedzi może być kilka- po pierwsze poddanie się jest łatwe samo w sobie, nie ma w tym nic skomplikowanego. Po drugie niedokończenie wykonywanego przez nas zadania, na przykład niepójście na siłownię, daje nam poczucie satysfacji. Jest to oczywiście chwilowa satysfakcja, związana z poczuciem ulgi i zyskaniem odrobiny dodatkowego czasu dla siebie.
Dodatkowo porzucenie wytyczonego przez nas celu w większości jest sprawą osobistą, nie jest to coś, o czym musimy informować ludzi wokół nas od razu. Sprawia, że nie będąc wytrwałym choć przez chwilę mamy poczucie animowości. Wytyczony cel oznacza zmianę, a zmiana mimo, że w dobrym celu potrafi być też niewygodna. To co nowe często niesie za sobą na początku poczucie dyskomfortu.
Zatem zagłębiając się w temat porzucania przez nas zaczętych zadań powstaje następne pytanie- co robić, by wytrwać i zauważyć efekty?
Próbując odpowiedzieć sobie na to pytanie, znalazłam kilka zadawalajacych mnie odpowiedzi:
1. Uczymy się najwięcej, kiedy się nie poddajemy. W ten sposób kształtujemy swój charakter, a to w przyszłości procentuje.
2. Zadaj sobie odpowiednie pytanie. Nie pytaj siebie, czemu masz to rzucić w cholerę, zapytaj siebie, czemu warto kontynuować zadanie, które zacząłeś? Poszukaj powodów, dla których warto się nie poddawać.
3. Zacznij brać odpowiedzialność. Przestań winić okoliczności i innych za swoje niepowodzenia, zastanów się, co ty możesz zrobić, by się nie poddać.
4. Zadawaj się ze zwycięzcami. Obracaj się wokół ludzi, którzy cię motywują. Ucz się, obserwuj, bierz przyklad.
5. Znajdź swój system. Każdy potrzebuje innego rodzaju motywacji, jedni opracowywują indywidualny plan działania, inni lubią pracować w grupie. Niezależnie od tego, który sposób jest najlepszy dla ciebie - ucz się na błędach. Znajdź sposób na siebie. To nie jest łatwe i w niektórych przypadkach zajmie dłużej niż samo wykonanie zadania, jednak warto. O sobie i o innych uczymy się całe życie.
6. Miej silny kark. Upadki się zdarzają nawet tym najlepszym, a trening czyni nas mistrzami.
Winston Churchill powiedział kiedyś: Nigdy, nigdy, ale to nigdy się nie poddawaj. Tego wlaśnie życzę wam i sobie samej! Powodzenia!
Jestem ciekawa, czy znacie jakieś sposoby na niepoddawanie się?
