Wokoło nas zawsze można znaleźć inspirujące do bycia lepszym - osoby i historie. Bohaterów przeszłości nie należy ignorować, a wręcz szukać u nich pomocy i inspiracji w rozwiązaniu naszych teraźniejszych wyzwań. Najlepiej zawsze posługiwać się już sprawdzonymi przykładami osób, które dostrzegły problem i znalazły rozwiązanie. - Dlatego bohaterem tego wpisu jest do dzisiaj mało znany w Polsce, Sir Titus Salt.
REKLAMA
Wychodząc z biura postanawiam sobie, że tym razem pracy do domu nie zabiorę. I co? Oczywiście zabieram, często w ostatniej chwili pojawiają się rzeczy, które czekać nie mogą. Okazuje się, że projekt musi być skończony na dzień przed, klient niespodziewanie zostaje zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną, komuś niespodziewanie grozi utrata pracy lub biznes plan miał być napisany na wczoraj, trzeba działać już - tu i teraz. A wszystko to przez mojego największego wroga zwanego "brakiem czasu".
Problem ten jest znany nam wszystkim od dawna, a "mistrzowie" HRu zarządzaniem czasu i efektywnością pracowników zajmuje się od czasów niepamiętnych. Według badań praca przeniesiona do domu nie służy nam, jesteśmy zestresowani, nie odczuwamy namacalnej granicy pomiędzy pracą, a naszym życiem prywatnym i przede wszystkim jesteśmy mało efektywni zawodowo i tutaj koło się zamyka...
Nieumiejętność stawiania granic jest jednym z największych problemów zarządzania czasem, a do rozwiązania dochodzimy niestety, często na własnych błędach. I choć możemy uczestniczyć w kursach o asertywności, stawianiu granic i tworzenia list z zadaniami, to jednak tylko praktyka czyni z nas mistrza.
Nie trudno uwierzyć, że sprawą zarządzania czasem i efektywnością pracowników zajmowano się już wcześniej, a osobą która świetnie radziła sobie z tym problemem był Titus Salt.
Titus urodził się w 1803 roku w Morley (blisko Leeds w West Yorkshire). W 1850 roku Salt będąc już burmistrzem Bradford postanowił wybudować fabrykę wraz z wioską fabryczną w malowniczej miejscowość Saltaire. Budowa fabryki zajęła mu całe 20 lat, jednak była to najnowocześniejsza i bardzo ekologiczna fabryka- miasto. Pierwsi pracownicy podróżowali do pracy, jednak po kilku latach 850 domów zostało wybudowanych. Domy były piękne i bardzo nowoczesne, gaz i woda bieżąca były podstawą każdego z nich. Z czasem lista chętnych do pracy w fabryce nie miała końca. Titus dbając również o higienę osobistą i rozwój duchowy swoich pracowników budował sauny, publiczne kąpieliska, kościoły.
Titus urodził się w 1803 roku w Morley (blisko Leeds w West Yorkshire). W 1850 roku Salt będąc już burmistrzem Bradford postanowił wybudować fabrykę wraz z wioską fabryczną w malowniczej miejscowość Saltaire. Budowa fabryki zajęła mu całe 20 lat, jednak była to najnowocześniejsza i bardzo ekologiczna fabryka- miasto. Pierwsi pracownicy podróżowali do pracy, jednak po kilku latach 850 domów zostało wybudowanych. Domy były piękne i bardzo nowoczesne, gaz i woda bieżąca były podstawą każdego z nich. Z czasem lista chętnych do pracy w fabryce nie miała końca. Titus dbając również o higienę osobistą i rozwój duchowy swoich pracowników budował sauny, publiczne kąpieliska, kościoły.
Był pierwszym pracodawcą w West Yorkshire, który wprowadził dziesięciogodzinny tryb pracy, pozostawiając pracownikom czas na odpoczynek i życie towarzyskie w społeczności fabrycznej. Dbając o rozwój pracowników Salt inwestował w edukację i życie towarzyskie, jednak używek takich jak alkohol nie uznawał. Za spożywanie alkoholu pracownicy byli nie tylko zwalniani z pracy, ale również wydalani z wioski.
Titus uważnie studiował zależności między przenoszeniem pracy do domu, a efektywnością pracy oraz samopoczuciem pracowników. Z tego powodu wioska fabryczna zaprojektowana była rozważnie, oddzielając fabrykę od reszty. Pracownicy nie mieli dostępu do fabryki po zakończeniu pracy. Nakazany był odpoczynek i skupienie się na życiu społeczny po skończonej pracy.
W tym momencie Fabryka (zachowana w bardzo dobrym stanie) jest pod opieką UNESCO, uznana jest za zabytek klasy zerowej. Odbywają się w niej liczne wystawy i koncerty. Domy również zachowane w dobrym stanie, wysoko wycenione na rynku nieruchomości są wciąż zamieszkałe przez prywatnych właścicieli.
Posiadając dostęp do służbowych emaili w naszych smartphonach bardzo łatwo jest przemycić pracę do prywatnego życia. Stresująca wiadomość od szefa, zamiast przeczytać o 9 rano w biurze, otwieramy i analizujemy o 21szej w zaciszu domowego ogniska. Problem granic osobistych i zarządzania czasem jest widoczny dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Najprościej jest wyłączyć telefon, nie przejmować się informacją o nowych przychodzących wiadomościach i w momencie wyjścia z pracy - skupić się na swoim życiu osobistym. Ale czy tak po prostu się da?
Jakie są wasze doświadczenia stawiania granic w zarządzaniu czasem w kwestii zawodo-prywatnej?
