Hasło „komiks do galerii” brzmi jak „kobiety na traktory”. Po pierwsze nic na siłę. Po drugie specyfika tej formy ekspresji artystycznej nie bardzo predestynuje komiks do obecności na galeryjnych ścianach.
REKLAMA
Marek Turek pokazał na swoim blogu, jak można prezentować komiks w galerii. Klasyczna ekspozycja, będąca odzwierciedleniem prezentacji obrazów, w przypadku komiksu nie ma jednak większego sensu. Na ścianie będzie wisieć plansza obok planszy. Zawsze będzie to fragment jakiegoś albumu. Komiks ma to do siebie, że jest formą opowiadania (tekstem i obrazem) o określonej objętości (ilości stron). Pojedyncze plansze są wyrwane z kontekstu, mogą co najwyżej pokazać sprawność warsztatową rysownika. Mogą dać pewne wyobrażenie o komiksie, ale nie dadzą odpowiedzi na pytanie, czy komiks jest dobry i jaki jest. Obraz jest zamkniętą całostką. Fragment komiksu jest wyrwany z kontekstu. Czytanie komiksu na planszach powieszonych na ścianie galerii nie ma sensu. Trudno sobie wyobrazić podobną praktykę w przypadku książki – bogato ilustrowane inkunabuły można by tak prezentować, ale wtedy nie obcujemy z książką, którą się przecież czyta, tylko z ilustracjami i typografią strony.
Sens widzę jedynie w pokazywaniu splashpage’ów, czyli dużych, efektownych kadrów na całą stronę. Takie grafiki najbardziej pasują do klasycznej formy prezentacji. Oczywiście zdarzają się też całe plansze, które bardzo ciekawą kompozycją wykraczają poza użytkową prezentację fabuły, ale to wyjątki potwierdzające regułę. W efekcie byłaby to nie wystawa komiksu, ale prac danego artysty. To ma sens. Pytanie jest, styl ilu twórców komiksów obroniłby się? Czy ich samoistne grafiki byłyby równie interesujące, jak komiksy?
W dyskusji o komiksie w galerii nie można zapomnieć podstawowej rzeczy – nie każdy komiks to dzieło sztuki, które powinno trafić do galerii. Nie chcę wdawać się w bezsensowną dyskusję o wartości artystycznej prac prezentowanych w galeriach sztuki, chcę zwrócić uwagę na fakt, że większość komiksów to sprawne rzemiosło (pomijając całą masę nieudolnych warsztatowo, które też ciągle są wydawane) tworzone w określonym celu, którym jest bycie komiksem dostarczającym określonych wrażeń. Jeśli na siłę ktoś będzie chciał zaszczepić komiks do galerii, to wyjdzie z tego kuriozalne monstrum.
Oczywiście jest grupa twórców, których prace świetnie sprawdziłyby się w galerii. I powinny do niej trafić. Takie wydarzenie trzeba jednak traktować w kategorii nobilitacji dla twórcy, w kraju, w którym ciągle komiks jest uważany za dla dzieci i za pozbawiony wartości artystycznej. Nie sądzę, żeby wystawa zwiększyła sprzedaż komiksów.
Turek pokazuje też niekonwencjonalne przykłady prezentacji komiksu w galerii. Trochę zakrawa to o kuglarstwo, ale jeśli byłoby dobrze pomyślane, to zdałoby egzamin. Takie podejście wydaje się też dużo ciekawsze. Oblepione planszami komiksowymi kubiki są efektowniejsze, ciekawsze i powinny bardziej wzbudzić zainteresowanie niż plansza na ścianie. Taka forma nie daje też złudzenia obcowania z komiksem. Jest pomostem, po którym można sięgnąć po komiks. Bo o to chyba chodzi – prawda?
