41 bramek w 32 ligowych spotkaniach - to jest przecież kosmos. Rywalizacja Messiego z Ronaldo, albo jak kto woli Ronaldo z Messim jest czymś niezwykłym, niepowtarzalnym. To starcie tytanów, które zdarza się raz na sto lat. To pojedynek, który możemy podziwiać raz w życiu. Szkoda tylko, że niektórzy do tego niedorośli.

REKLAMA
Kiedyś mnie to śmieszyło, później lekko denerwowało, a teraz tylko obojętnie wzruszam ramionami. Chociaż czasem - tak jak dziś - wzbiera we mnie głos sprzeciwu i ponownie w mojej głowie rodzi sie pytanie: Dlaczego podziwiając Messiego/Ronaldo mam nienawidzić tego drugiego? Dlaczego jak Ronaldo odpali tomahawka mam powiedzieć, że to fart? Że bramkarz się nie ruszył, a Cris nie robi nic innego tylko nakłada żel na włosy. Dlaczego jak Messi przedrybluje pięciu rywali i strzeli do pustej bramki mam powiedzieć, że to hormon? Że jakby mu Xavi i Iniesta nie podawali piłek, to by nie istniał.
Bezsens.
Ilość pomyj wylewana na oba kluby i obu piłkarzy na polskich forach jest chyba większa niż gdziekolwiek na świecie. Później wyzwiska kierowane pod adresem obu gigantów zmieniają się w osobiste wycieczki. I tak w kółko.
Poziom nienawiści osiągnie niedługo szczytowy poziom - zbliżają się przecież Gran Derbi. Znów zamiast ekscytowania się piłkarskim widowiskiem i kulturalnej dyskusji na temat boiskowych zdarzeń będziemy sobie ubliżać i deprecjonować osiągnięcia jednych lub drugich. Tylko po co? Nie można po prostu usiąść i delektować się futbolem w najlepszym wydaniu?