Nie tak dawno ukazała się w Polsce biografia Zlatana Ibrahimovicia. Zwierzenia szwedzkiego napastnika okrzyknięto jedną z najbardziej kontrowersyjnych pozycji literatury sportowej ostatnich lat. Po przeczytaniu biografii Andrzeja Iwana z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że „Ja, Ibra” to bajka dla przedszkolaków.
REKLAMA
„Spalony” to jazda bez trzymanki. Od początku do końca. Pieprzony roller-coaster. Jak życie Iwana. Czytasz pierwszy akapit i już wiesz, że to nie będzie łatwa i przyjemna opowiastka o cukierkowym życiu piłkarza. Nie będzie wygładzania faktów, niedopowiedzeń i przekłamań. Będzie szczera spowiedź wielkiego piłkarza, ale też zwykłego człowieka z ogromnymi problemami.
Właściwie to czytając kolejne rozdziały książki doszedłem do wniosku, że były piłkarz Wisły, mógłby obdzielić swoim życiorysem przynajmniej pięć osób, a i tak każda z nich mogłaby napisać ciekawą autobiografię.
Iwan przeżył to wszystko sam.
Nie wiem dlaczego, ale najbardziej w pamięci zapadł mi fragment drugiego rozdziału.
Wychodziłem ze szpitala dla psychicznie chorych w dużo lepszym stanie. Nie wiem jednak, na ile ta terapia by mi pomogła, gdyby nie pomoc kolejnego przyjaciela – Adama Nawałki. Sądziłem, że po numerze, który wykręciłem w Wiśle, już nie znajdę pracy w piłce i zacznie się prawdziwe biedowanie, tymczasem Adam momentalnie zaproponował mi posadę drugiego trenera Zagłębia Lubin. Wróciłem do świata żywych. Do świata trzeźwych. I mogłem kupić sobie obiad. Tak niewiele i tak wiele.
Nie jest to najmocniejszy fragment książki, może nawet nie mieści się w pierwszej piątce, ale na mnie zrobił ogromne wrażenie. Chyba dlatego, że nigdy nie myślałem o Iwanie w charakterze człowieka, któremu może brakować pieniędzy na obiad. Zawsze myślałem, że takie problemy są zarezerwowane dla kogoś innego. Myliłem się.
To nie jest jednak tak, że w książce znajdziemy tylko mroczne historie. Jest też kilka wesołych anegdotek, które dają czytelnikowi nieco odsapnąć i wywołują na twarzy uśmiech.
Książka mocno daje do myślenia. Nie tylko o życiu Iwana, ale też o swoim, o tym jak łatwo można się pogubić i jak krótka wiedzie do tego droga.
Strasznie ciężko pisze się o tej książce, bo jej opisać się tak naprawdę nie da. Trzeba ją po prostu przeczytać.
P.S Iwan chyba rozwiązał zagadkę słabej gry Śląska w rundzie wiosennej. Motoryka nie wystarczy, żeby wywalczyć majstra.
Pracowałem z Orestem Lenczykiem, który wprawdzie był fatalistą, a w dodatku w ogóle nie znał się piłce i nie mia pojęcia o taktyce, ale był przyzwoitym człowiekiem, potrafił przygotować zespół fizycznie, a taktykę powierzyć np. Waldkowi Fornalikowi.
P.P.S
I jeszcze na koniec, tak po ludzku, dziękuję panie Andrzeju za książkę.
