Wiecie co mi się najbardziej podoba w Euro? Nie stadiony, nie to, że na polskich boiskach będą biegać najlepsi zawodnicy naszego kontynentu, nawet nie to, że po raz pierwszy od dobrych kilku lat mamy w miarę mocną kadrę i może uda nam się wyjść z grupy. To wszystko jest fajne, ale nie jest najfajniejsze. Dlaczego?

REKLAMA
Dlatego, że dużo lepsze jest to co widzę na ulicach, to co słyszę w pociągach, tramwajach czy autobusach. Euro zjednoczyło Polaków. Wszyscy jesteśmy drużyną narodową.
Mecz na trybunach zobaczy garstka, ale jednak każdy żyje tym turniejem i stara się to w jakiś sposób pokazać. Wywieszamy flagi w oknach, na balkonach, przyczepiamy je do samochodu... robimy to nie dlatego, że stało się coś strasznego, ale dlatego, że świętujemy. Wszyscy. Pokazujemy, że jesteśmy Polakami, i że jesteśmy z tego dumni.
Wiadomo, że atmosferę Euro czuć w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, czy Wrocławiu. Ale na tym się nie kończy. Ludzie sprawili, że mistrzostwa są wszędzie. W Lublinie, Łodzi, Krakowie, Białymstoku czy Skarżysku. Wszędzie.
I to jest piękne.
I nawet jeśli słyszę na ulicy rozmowę dwóch pań, które o piłce nie mają zielonego pojęcia - co same podkreśliły - ale stwierdzają, że "te mecze na Euro to trzeba obejrzeć", to jest to coś ogromnie budującego.
Nie zepsujmy tej atmosfery, która się naturalnie wytworzyła i sprawmy by te mistrzostwa najlepszymi w historii. Niech Euro 2012 będzie dla nas wszystkich taką odskocznią od problemów życia codziennego. Nimi zdążymy się jeszcze zająć, a Euro trwa tylko miesiąc.
P.S Czas do pierwszego gwizdka dłuży mi się okropnie. Czuję się jak w podstawówce, kiedy nie mogłem się doczekać wyjazdu na wycieczkę. Wtedy też wskazówka zegarka poruszała się tak strasznie ślamazarnie jak dziś.