Obejrzałem wszystkie mecze pierwszej kolejki Euro 2012 i doszedłem do smutnego wniosku - jesteśmy najsłabszą reprezentacją na tym turnieju. A na pewno najsłabszą w pierwszej serii spotkań.
REKLAMA
Tak, to drugie zdanie podoba mi się bardziej, bo daje jeszcze nadzieję na to, że nagle sie przebudzimy i zbliżające się mecze z Rosją i Czechami nie będą naszymi ostatnimi na tym turnieju. Póki co jednak wygląda to źle. Bardzo źle.
Po meczu z Grecją byłem rozczarowany grą naszych piłkarzy, ale jeszcze nie chciałem pisać, że trudno będzie znaleźć zespół słabszy od Polski. No i tak oglądałem po kolei Czechów, Irlandczyków, Chorwatów, Duńczyków i Ukraińców z nadzieją, że ktoś zagra gorzej... a że nadzieja umiera ostatnia, to umarła dopiero w drugiej połowie spotkania Ukraińców ze Szwedami.
I tu wyrazy szacunku dla pana Wojtka Kowalczyka, który zaraz po ostatnim gwizdku sędziego w meczu otwarcia napisał na swoim blogu, że właśnie obejrzeliśmy pojedynek dwóch najsłabszych drużyn turnieju. Miał rację.
Dobra może nie spodziewałem się fajerwerków, ale spodziewałem się walki. Spodziewałem się tego, że Błaszczykowski i spółka będą gryźć trawę od pierwszej do ostatniej minuty. Na pewno nie spodziewałem się tego, że po 45 minutach gry Polacy nie będą mieli sił. Że nagle - jak za dotknięciem magicznej różdżki - odetnie im tlen. Takiego scenariusza nie przewidywał chyba nikt. Nawet sami piłkarze, bo oni pewnie by chcieli, ale zwyczajnie nie mieli sił.
Żadna reprezentacja nie ma problemów z wytrzymaniem całego meczu na pełnych obrotach - oprócz naszej. Chorwaci wypruwali sobie płuca, Irlandczycy biegali do upadłego, a Szewczenko mimo 36 lat na karku został piłkarzem meczu. U nas mógłby zostać co najwyżej trenerem napastników.
Gdzieś w procesie przygotowania do turnieju został popełniony błąd. Ktoś źle obliczył moment, w którym miała przyjść forma i efekt jest taki, że pierwszy mecz ledwo zremisowaliśmy zamiast wygrać.
Pozostaje nam jedynie mieć nadzieję, że ta forma jeszcze przyjdzie.
