Ostatnio przeczytałem na naTemat ciekawy artykuł o kobiecej piłce nożnej. Pada w nim kilka odważnych stwierdzeń, z niektórymi można się zgodzić, z innymi raczej trzeba polemizować.
REKLAMA
Najpierw może o tym, z czym wypada się zgodzić. No wypada się zgodzić z tym, że futbol w wykonaniu pań powoli przestaje być sportem drugiej kategorii. Poziom rozgrywek rośnie bardzo, ale to bardzo szybko, a i cała otoczka zawodów zaczyna coraz bardziej przypominać tą, którą znamy z męskiej piłki.
Druga rzecz, która może, ale nie musi, okazać się prawdą, to to, że turniej olimpijski pań ma wielkie szanse być o niebo ciekawszy niż ten panów. Bo o ile wśród kobiet rywalizacja toczyć się będzie rzeczywiście pomiędzy najlepszymi, to gwiazd próżno szukać w męskich szeregach. No wiadomo, że kilka się znajdzie, ale jednak to nie to.
Ale z jednym absolutnie zgodzić się nie można. Otóż twierdzenie, że reprezentacje kobiet dałyby sobie radę w polskiej ekstraklasie czy nawet I lidze to bzdura. Może technicznie większość zawodniczek grających na IO w Londynie przewyższa o klasę kopaczy z naszej rodzimej TME, ale to wcale nie znaczy, że taka Hope Solo i spółka wygrałyby chociaż pięć meczów.
Dlaczego? Ano dlatego, że futbol pań, a futbol panów to dwie zupełnie inne bajki. Wiadomo, że mężczyźni są i szybsi i silniejsi, co daje im olbrzymią przewagę.
Zresztą kiedyś czytałem wywiad z Dawidem Olejniczakiem (najwyższe miejsce w rankingu ATP 185), sparingpartnerem Karoliny Woźniackiej (czołowej tenisistki świata) i ten Olejniczak, który gra tak na oko w IV lidze tenisowej, o rywalizacji z Woźniacką powiedział tak: Wygrałem seta 6:3, grając na 60 proc. To przepaść. Na innym poziomie jest serwis, rotacja piłki, inne są kąty uderzeń.
W piłce zależność byłaby taka sama.
No i żeby nie było, że się wypowiadam a piłki kobiecej nie oglądam, albo nią gardzę. Wręcz przeciwnie. Zdarzyło mi się być kilka razy na meczu Ekstraligi kobiet w Łęcznej. I powiem szczerze, że nie raz i nie dwa byłem bardzo zaskoczony tym, jak wysoki jest poziom kobiecej piłki w Polsce.
Tyle tylko, że zdaję sobie sprawę, że Górniczki z Łęcznej, choć grają ładniej dla oka, zapewne przegrałyby z Lublinianką Lublin, której zawodnicy kopiąc się po czołach wywalczyli w minionym sezonie awans do III ligi.
