No to koniec. Już nas nie ma w europejskim przedsionku. Przedsionku, bo przecież do salonu nie wpuszczają nas już od dobrych kilkunastu lat. Czasem uda nam się lekko uchylić drzwi, zajrzeć przez szparę do środka, ale bardzo szybko przybiega ochrona i boleśnie nas wyprasza.
REKLAMA
Dziś do 69. minuty Legia Warszawa miała w swoich rękach wejściówkę do sieni. Ale stało się coś, co wydarzyć się po prostu musiało. Rosenborg strzelił bramkę, potem drugą i tym samym pokazał podopiecznym Jana Urbana drzwi wyjściowe.
Legia już na Łazienkowskiej nie była lepsza. Remis 1:1 był wynikiem sprawiedliwym, chociaż trzeba chyba powiedzieć, że jeżeli wygraliby goście to nikt nie mógłby powiedzieć: przyfarcili. Nie, to zdobywcy Pucharu Polski przyfarcili, że zremisowali.
W Trondheim już szczęścia zabrakło i wynik jaki jest każdy widzi. Cóż gdyby trenerem warszawskiej drużyny nadal był Maciej Skorża, pewnie usłyszelibyśmy, że teraz trzeba skupić się na lidze, bo ta będzie ciekawsza.
Kiedy piszę ten tekst Śląsk przegrywa z Hannoverem 3:1, jedyna dobra informacja jest taka, że Artur Sobiech wpisał się na listę strzelców. Marne pocieszenie.
Zeszłoroczny występ polskich drużyn w Lidze Europa należy raczej traktować w kategoriach przypadku niż poprawy sytuacji polskiego futbolu, bo ta jest katastrofalna. Gorzej już chyba być nie może. Serio.
Nie tak dawno przegraliśmy z kretesem Mistrzostwa Europy na własnym terenie. Mieliśmy najłatwiejszą grupę w historii i przez następne sto lat o podobnej możemy tylko pomarzyć.
Dziś Legia obwoływana - chyba słusznie zresztą - obecnie najlepszą polską drużyną odpadła z Rosenborgiem, który aktualnie zajmuje trzecie miejsce w lidze norweskiej. To jeszcze może się zdarzyć. Raz na jakiś czas. Problem w tym, że my z takimi, a nawet słabszymi, drużynami odpadamy praktycznie non stop.
Odjechali nam Cypryjczycy, Chorwaci, Norwegowie, Azerowie nas gonią (o ile nie przegonili), Duńczycy, Szwedzi, Ukraińcy, Białorusini... dobra starczy.
I żeby nie było nie chodzi mi o to, żeby znęcać się nad Legią, czy Śląskiem. Trzeba się poznęcać nad osobami zarządzającymi polską kopaną. Jeżeli nie zmienimy wielu rzeczy w naszej piłkarskiej rzeczywistości, to niedługo będziemy zaczynać eliminacje do Ligi Mistrzów od I rundy.
Mało tego, wielce prawdopodobne, że tam też będziemy je kończyć.
Aktualizacja: Śląsk przegrał 5:1. Sobiech strzelił dwie bramki. Ogólny bilans polskich drużyn w eliminacjach do europejskich pucharów (celowo nie napisałem europejskich pucharach) wygląda następująco: 32 bramki strzelone aż 39(!) straconych w 22 spotkaniach. Miazga! Przypominam tylko, że żadna z naszych "eksportowych" drużyn nie grała ani z Realem, ani z Barceloną, ani z żadnym Manchesterem czy nawet FC Porto. Golili nas europejscy średniacy i to w najlepszym wypadku.
Smutne.
