Polska ekstraklasa rządzi się swoimi prawami. Tu zupełnie innego znaczenia nabiera wyświechtane powiedzenie „każdy może wygrać z każdym”. Niby truizm, ale w warunkach T-Mobile Ekstraklasy – spełniający się w stu procentach.

REKLAMA
Wystarczy jeden rzut oka na tabelę, by stwierdzić, że albo coś jest nie tak, albo cofnęliśmy się w czasie do roku 1997. Widzew i Legia na czele, nieźle, prawda? No nieźle. Tyle tylko, że celem tych pierwszych jest utrzymanie, a tych drugich mistrzostwo Polski.
Zanim przejdę do dalszej części artykułu, muszę zaznaczyć, że w Łodzi priorytety – mimo świetnego startu – pozostają te same. Nikt tam nie mówi o walce chociażby o puchary, bo to się po prostu nie może udać. Nie z tą kadrą, nie z tym budżetem.
Właśnie, kadra i budżet. Personalia łódzkiego klubu przed sezonem wzbudzały uśmiech politowania u wszystkich ekspertów. Każdy, bez wyjątku, szydził ze sposobu, w jaki w Łodzi robi się transfery. Chyba jednak niesłusznie. Coś mi podpowiada, że śmiać to dziś mogą się włodarze RTS-u z Legii, Wisły, Lecha, a właściwie to prawie ze wszystkich drużyn ekstraklasy.
Prym wśród naśmiewających się z działań Widzewa wiódł portal Weszło.com. Portal, który bardzo szanuje, z którym w zdecydowanej większości spraw się zgadzam, ale nie zawsze. To jest jeden z tematów, w którym Weszło nie ma racji.
Średnio dwa razy w ciągu okienka transferowego na łamach tego serwisu pojawiał się tekst, w którym wyśmiewano metody transferowe Widzewa.
Że w Łodzi testują na potęgę, że biorą kogo popadnie i skąd popadnie.
logo
Widzew testował już piłkarzy z czwartej ligi hiszpańskiej, szóstej angielskiej, drugiej maltańskiej, a także zawodnika z drużyny młodzieżowej niemieckiego szóstoligowca. Nie wspominając o Bogdanie Stratonie, który swego czasu kasował w Łodzi 20 tysięcy miesięcznie, wcześniej grzał ławę w drugiej lidze rumuńskiej, a pod kompilacją ze swoimi zagraniami na YouTube umieścił własny numer telefonu.
No, i teraz gość z siódmej ligi włoskiej...
Aż boimy się zapytać - dokąd to wszystko zmierza? Gdzie Widzew będzie szukał kolejnych wzmocnień? Rozgrywki osiedlowe w Zimbabwe? Międzyklasowy turniej w Algierii?
Przypominam, że ten gość z drugiej ligi maltańskiej gra dziś w TME i radzi sobie całkiem nieźle. Nazywa się Princewill Okachi. Zresztą oprócz wypominanych na każdym kroku Stratona i Grishocka to właściwie większość transferów Widzewa w ostatnim czasie jest trafiona (drobna autoweryfikacja: Riski, Żigajews, Ostrowski – transferowy wtopy). Phibel, Abbes, Bruno, Bartoszewicz, Kaczmarek, Dudek, Dhifallah. Siedem dobrych, tanich transferów. Lebiediew też zapowiada się całkiem nieźle, ale jego nie uwzględniamy, bo grał stanowczo za mało, by cokolwiek o nim powiedzieć. W kolejce do debiutu czekają jeszcze Dikanović, Dragojević i Emerson Carvalho.
Siedem niezłych transferów to chyba dobry wynik. Jeżeli dodamy do tego fakt, że większość z tych piłkarzy dołączyła do Widzewa za darmo albo za grosze, to chyba śmiało można powiedzieć, że wcale z tymi zakupami w Łodzi nie jest tak źle. A jeśli jeszcze dorzucimy takie "wynalazki", jak: Dudu, Ukah, Ben Radhia, Dzalamidze, to bilans trafionych widzewskich transferów prezentuje się bardzo okazale.
No i jeszcze jedno zdanie na temat tego, skąd ci piłkarze do Łodzi trafiają. Czy to, że gracz z drugiej ligi maltańskiej dobrze radzi sobie w polskiej ekstraklasie, źle świadczy o klubie, który zdecydował się go zatrudnić, czy może o naszej lidze?
Właściwie to gdzieś mam to, skąd Widzew bierze tych piłkarzy na testy. Jest coś złego w przetestowaniu zawodnika z międzyklasowego turnieju w Algierii? A czy przez przypadek Bebe, ten z Manchesteru, nie został wypatrzony na turnieju dla bezdomnych? Chyba jednak opłaca się obserwować różne rozgrywki i wyciągać z nich co najlepsze. Przecież nie trzeba od razu podpisywać z testowanymi kontraktu. Nie spodoba się, niech spada. Proste.
Ile pieniędzy zaoszczędziłaby Legia, gdyby przetestowała Novo i Blanco? Dużo. Bardzo dużo. Ktoś powie: Ale to piłkarze z nazwiskami, po nich można się było spodziewać więcej. Okej, ale dla mnie szrot jest szrotem. Mało tego, Blanco i Novo to szrot drogi, a Straton – tani. Więc chyba czas przestać szydzić z testowania piłkarzy.
Jak Widzew skończy ten sezon? Nie wiem. Nie będzie to raczej czub tabeli, ale z utrzymaniem też nie powinno być problemów. Jeżeli zespół Radosława Mroczkowskiego wyląduje po trzydziestej kolejce w górnej połowie tabeli, to będzie można mówić o sporej niespodziance.
Jak na razie jednak kibice Widzewa cieszą się najlepszym ligowym startem od 1991 roku. Zobaczymy, jak długo podopieczni Radosława Mroczkowskiego będą w stanie podtrzymać zwycięską passę.
Tekst powstał we współpracy z Podpressingiem.wordpress.com