Wnioski z meczu każdy potrafi wyciągnąć sam. Mniej lub bardziej trafne, ale zawsze. Jeżeli my się pomylimy, to nic się nie dzieje. Jak pomyli się trener Smuda – mamy przechlapane.
REKLAMA
Moje wnioski? Nadal niewiele wiem. Co prawda z trójki naszych mocnych sparingpartnerów – Niemcy, Francja, Portugalia – Ci ostatni zagrali chyba na poziomie najbardziej zbliżonym do tego, który zaprezentują w meczu o punkty. Jeżeli optymistycznie założymy, że i my pozostawiliśmy sobie jakąś rezerwę, wcale nie wypadliśmy źle. Przy odrobinie szczęścia w spotkaniu o stawkę też byśmy zremisowali, albo dzikim fartem wygrali.
Nie zmienia to faktu, że faworytem byłaby drużyna Portugalii.
Ale, że szczęściu trzeba pomóc, to zacznijmy się modlić o zdrowie dla Roberta Lewandowskiego. Bez niego nasza siła ofensywna wypada blado.
Jeleń złapał kilka zbędnych kilogramów, a do tego nie gra w klubie. Brożek zamienił przysłowiową siekierkę na kijek (czyt. Trabzon na Celtic) i dalej ogląda poczynania kolegów z ławki. Zresztą nie ma się co rozpisywać na jego temat, skoro wczoraj na boisku w roli środkowego napastnika pojawił się Kamil Grosicki, który z grą na szpicy ma tyle wspólnego co piłka wodna z golfem. Niewiele.
Póki co, odpukać, zdrowy jest Wojtek Szczęsny. Chciałem tylko skromnie zauważyć, że jeżeli on też, nie daj Boże, wypadnie ze składu, to zmiennika nie ma. Tzn. jest, ale Smuda uparcie nie chce go powołać. Tak, Artur Boruc powinien jechać na Euro, nawet w charakterze rezerwowego.
No i na koniec zabiorę jeszcze głos w dyskusji, bardzo ciekawej zresztą, pomiędzy Kubą Radomskim a redaktorem Tomaszem Lisem.
Obaj panowie mają racje. Na swój sposób. Obaj mówią o tym samym. Swoimi słowami.
Kuba mówi, że Euro go nie kręci, że gdzieś zgubił ten zapał, który powinien czuć. Mam podobnie. Wiem, że tak wielka piłkarska impreza w Polsce zdarzy się raz w moim życiu i wiem, że to powinno być coś niesamowitego. Coś na co czeka się z wypiekami na twarzy. Wypieków nie ma – jest lekkie podekscytowanie. Tyle.
Dlaczego? Dlatego, że nie czuję tej kadry, nie porywa mnie. I nie chodzi tu o grę, a raczej o to, kto w niej występuje. Bo jak mam się czuć związany z człowiekiem, który otwarcie deklaruje, że w meczu Polska – Niemcy kibicowałby tym drugim? Albo z gościem, który dwa lata gra w kadrze, a nie potrafi powiedzieć słowa po polsku? Nie da się. Przynajmniej ja nie mogę. Nie to, że nie chce. Po prostu nie umiem.
Żeby nie było, nie jestem ksenofobem. Taki Matuszczyk, niby chłopak wychowany w Niemczech, ale od razu złożył jasną deklarację – Chcę grać dla Polski. Okej chłopie, graj. Powodzenia.
Ale jak ktoś ma grać w kadrze dla kasy, to dziękuję bardzo. To nie klub.
Pan Tomasz Lis pisze, że nikt mu nie zabierze radości z Euro. I bardzo dobrze. Ale dokładać do kadry jakiegoś Nigeryjczyka i Izraelczyka? A jaki oni mają związek z tą Wolną Polską? Żaden. Nie będą o nią walczyć, nie będą mieć ciarek na plecach podczas hymnu, ba nawet go nie zaśpiewają.
Nie namawiam tu do bojkotu, braku zaangażowania, czy jakiejkolwiek formy sabotażu polskiej reprezentacji i Euro 2012. Dopingujmy, żyjmy tymi mistrzostwami, zdzierajmy gardło, wspierajmy naszą, mimo wszystko, reprezentację najlepiej jak umiemy.
Nawet jak gdzieś głęboko w sercu czujemy, że to nie to, i że moglibyśmy krzyczeć głośniej.
