Jakub Rzeźniczak podjął się zadania niemożliwego - chciał obronić polskich piłkarzy przed falą krytyki i oskarżeń o nieróbstwo. Błąd. Trzeba to było przemilczeć.
REKLAMA
Dlaczego? Ano dlatego, że piłkarze naprawdę mają fajne życie.
Oczywiście jestem świadomy tego, że wcale nie jest łatwo zostać zawodowcem i kopać piłkę na takim poziomie jak Rzeźniczak. Serio. Doceniam ogrom pracy jaki włożył w to, co osiągnął. Nikt mu tego nie dał, sam to wywalczył. Problem tylko w tym, że linia obrony, którą obrał jest zła.
Dzień pracy od 10 do 15? Marzenie. Kto tak ma? Prawnik? Lekarz? Dziennikarz? Nauczyciel? Murarz? Nie. Nikt tak nie ma. A, że po pracy też trzeba nad sobą pracować? Cóż, żadna nowość. Prawnik musi się ciągle uczyć nowych przepisów, lekarz sprawdzać nowe metody leczenia, leki etc. I tak ma każdy. Dziś ciężko znaleźć osobę, która wraca do domu z pracy - nawet jeśli jest w niej od 7 do 15 - rzuca wszystko w kąt i ma wszystko w dupie. Takie czasy.
No i ta siłownia. Okej, Rzeźniczak trzyma linię, ale taki Vrdoljak (na pierwszym planie), czy Szałachowski i Wawrzyniak już mają z tym problemy.
Cóż nie uwierzę, że tak wyglądają osoby, które co dzień odbywają trening piłkarski, a do tego regularnie odwiedzają siłownię. To jest po prostu niemożliwe!
Zresztą jak się dokładnie przyjrzeć zdjęciu Vrdoljaka, to po lewej stronie zobaczymy Michała Żewłakowa, jest różnica prawda? Tak wygląda facet, który poważnie wykonuje swoje obowiązki i wie za co mu płacą.
Ale ilu jest takich w polskiej lidze? Zbierzemy 20?
Dlatego ludzie mają pretensje do polskich piłkarzy, bo gołym okiem widać, że większość nie podchodzi do swoich obowiązków na serio.
Bo piłkarzem jest się 24h na dobę.
