O autorze
Łukasz Skawiński - biegowy parweniusz i sportowy ignorant. Jedyny polski biegacz-amator dysponujący predyspozycjami i umiejętnościami w tym zakresie analogicznymi do zdolności Usaina Bolta w pchnięciu kulą. Dzielnie walczący "przeciwko przeciwnościami losu" entuzjasta zawodów, których głównym celem jest dobra zabawa, odnajdujący w sporcie sposób na ucieczkę od codziennej bieganiny i jednocześnie pogodzony z faktem obstawiania tyłów trzydziestolatek marzący po cichu o złamaniu magicznej granicy 40 minut na "dyszkę".
Prywatnie szczęśliwy mąż i przedsiębiorca wdrażający z zapałem nowe technologie w reklamie internetowej i z uporem maniaka ewangelizujący reklamodawców, znajomych i rodzinę na nadchodzącą rewolucję, symptomów której wyczekuje już od kilku lat. Człowiek renesansu lub przynajmniej średniowiecza, próbujący zrozumieć mechanizmy tego świata absolwent Wydziału Fizyki UW i Szkoły Głównej Handlowej, pasjonat historii, militariów i weekendowy gracz w paintballa występujący w barwach warszawskiej drużyny Pretorians. A po godzinach miłośnik dobrej whisky single malt, gier strategicznych oraz kultury hiszpańskiej.

Rzecz o emocjach.

Kennedy Space Center, lokalnie znane jako Miasteczko Biegacza.
Kennedy Space Center, lokalnie znane jako Miasteczko Biegacza. mat. własne
Zwykle jestem opanowany. Nie daję się ponieść emocjom. Zarówno tym dobrym, jak i tym niezdrowym. Nawet "królowie lewego pasa" na trasie szybkiego ruchu czy naśladowcy Sebasitana Loeba na zatłoczonych ulicach Warszawy nie są w stanie wytrącić mnie z mojego dobrostanu. Analogicznie sytuacja wygląda, gdy dotyczy to biegania.



Biegam niezbyt długo. Regularnie jeszcze krócej. Nie mniej jednak w kilku większych imprezach biegowych miałem okazję wziąć udział i dane mi było zakosztować smaku rywalizacji na wysokim poziomie. W maratonie jednak do tej pory nie startowałem i jako absolutny dyletant w tym zakresie dokonywałem prostej prostej ekstrapolacji znanego mi dystansu półmaratonu z Warszawy czy choćby z mniejszej Wiązownej - przecież to tylko dwa razy więcej, więc powodów do niezdrowej ekscytacji zbyt wielu wielu nie mogłem znaleźć. Aż do wczoraj.

Wczoraj bowiem udałem się na błonia Stadionu Narodowego żeby odebrać pakiet startowy na Orlen Warsaw Marathon. I w miarę jak zbliżałem się do celu podróży mijając po kolei bramę startową na Wybrzeżu Szczecińskim, miasteczko biegacza przy stacji PKP i bramę mety, przy jednocześnie co raz większym zagęszczeniu ludzi paradujących z workami z białym napisem "42,195 KM" na czerwonym tle, czułem jak rośnie moje podekscytowanie, którego przyczyny nie byłem w stanie dokładnie określić. Jednak gdy odebrałem czekającą na mnie "sakwę maratończyka" o niepozornym numerze 3941, zrozumiałem tę udzielającą się i mi atmosferę podniecenia. Mimo, iż jeszcze nie ukończyłem biegu i wciąż ten królewski dystans pozostaje przeze mnie niezdobyty, to przez chwilę poczułem się częścią biegowego święta. I choć daleki jestem od apoteozy biegania jako czynności uwznioślającej i przybliżającej do prawdziwej transcendencji, to wczoraj faktycznie dotarło do mnie, że biorę udział w czymś wyjątkowym. I choć obiektywnie nie jest to misja Apollo, której celem było zdobycie srebrnego globu, to każdy może zostać Buzz'em Aldrinem w świecie swoich własnych celów. Rok temu nawet nie wyobrażałem sobie, że wezmę udział w tym wydarzeniu, a za niecałe 2 dni przy sprzyjających wiatrach przekroczę metę na błoniach Stadionu Narodowego i wyląduję na moim "Księżycu możliwości".

Cóż za emocje!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Dom Harry'ego Pottera trafił na AirBnB. Na co jeszcze czekasz?
0 0Internet stracił głowę. Baby Yoda urzeka nawet tych, którzy nie cierpią "Gwiezdnych wojen"
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Pawłowicz "uwaliła" Śmiszka na studiach? Nie, tylko... pomyliła osoby
0 0"Mam dość bycia naczelnym biurokratą". Tusk o szefowaniu EPL
0 0SN uznał protest dotyczący wyborów do Senatu! Powtórki jednak nie będzie

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"