O autorze
Lusia, lat 22, leczy WZW C terapią trójlekową – studentka medycyny, u której chorobę zdiagnozowano jeszcze przed ukończeniem 2. roku życia. W dzieciństwie dwukrotnie przeszłam leczenie interferonem i rybawiryną. Niestety, bez pozytywnego efektu. Wyniki, przeprowadzonych na początku 2013 r., badań wykazały duże zmiany wątroby, co było bezpośrednim powodem zakwalifikowania mnie w trybie pilnym do leczenia trójlekowego. Terapię rozpoczęłam w lutym 2014 r. Jestem osobą lekko zwariowaną, pozytywnie zakręconą i pełną energii. Uwielbiam ludzi przepełnionych optymizmem. Kocham podróżować, zwiedzać, tańczyć, śmiać się i bawić. A co najważniejsze... staram się nigdy nie poddawać!

Moje WZW C: Pozytywne nastawienie - ĆWICZYMY!

Co wprowadza mnie w pozytywny nastrój i pozwala się odciąć? Jedną z tych rzeczy na pewno jest muzyka! Mało odkrywcze, wiem. Ale za to jakie prawdziwe!


Przed rozpoczęciem leczenia powiedziałam sobie między innymi, że na jego czas będę bombardować się tylko radosnymi i pobudzającymi piosenkami. Takimi, które kojarzą mi się z miłymi i sympatycznymi momentami w moim życiu.

Wychodzę z założenia, że bardzo duży wpływ na własne samopoczucie mamy my sami. Kiedyś przeczytałam bardzo mądre słowa na stronie Beaty Pawlikowskiej. Mówiły one, że tak samo jak ćwiczymy mięśnie by je wzmocnić, tak samo powinniśmy trenować nasze dobre myśli, pozytywne nastawienie. Dlaczego by tak nie ćwiczyć swojej „głowy”? Może to właśnie w niej rodzi się nasza wewnętrzna siła? :)

W nabieraniu optymistycznego spojrzenia na wiele spraw z całą pewnością pomaga mi muzyka. Muzyka, która kojarzy mi się tylko z przyjemnymi rzeczami, która jest wesoła, radosna i przy której nogi same tańczą. Dla mnie absolutnym mistrzem jest Freddie Mercury, u którego w głosie zawsze odnajduję ogrom energii. Gdy tylko go słyszę, od razu zaczynam skakać i śpiewać najgłośniej, jak tylko potrafię. "I was born to love you" czy też "Crazy little thing called love", "Don't stop me" absolutnie uwielbiam.


Kolejnym hitem, który pozwala mi się odciąć od wszystkiego i wywołuje szeroki uśmiech jest "Sailing on the seven seas" zespołu OMD. Kojarzy mi się on z okresem dzieciństwa, kiedy to wyruszaliśmy z rodzicami w szalone, wakacyjne podróże maluchem (w którym o dziwo zawsze wszystko się mieściło).

Kolejna piosenka pochodzi z soundtrack’u Dziennika Bridget Jones, „Respect” boskiej A. Franklin. Myślę, że każda Pani doskonale rozumie owy wybór. Która z nas nie chciałaby wpaść w ramiona Marka Darcy’ego? ;)

Każdy z nas na pewno ma jakieś "swoje hity", które kojarzą się z czymś sympatycznym. Tymi przyjemnościami mogły być wyjazdy, szalone podróże autem, pierwsze miłości, uśmiech przyjaciela, a nawet tak drobne rzeczy jak np. moment picia pysznej i upragnionej kawy, kiedy nagle w radiu rozbrzmiewa jakaś fantastyczna piosenka! Dlatego czasem warto jest przypomnieć sobie taką "swoją muzykę". Słuchać jej, a głowie pozwolić trochę odpocząć. Dać jej chwilę wytchnienia od codziennego natłoku myśli. To naprawdę pomaga! A przynajmniej pomaga trenować swoje pozytywne nastawienie! :)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Ordo Iuris wzięło na celownik fundacje równościowe[/b]. Zasypało je lawiną pism

Ordo Iuris wzięło na celownik fundacje równościowe. Zasypało je lawiną pism

Joanna Scheuring-WielgusJoanna Scheuring-Wielgus

Procedowany projekt ustawy o powołaniu Komisji, która ma się zająć problemem pedofilii, to nic innego jak ściema, zasłona dymna i pozorowane działanie. Po pierwsze od tej komisji de facto nic nie zależy, nie ma żadnych sprawczych kompetencji, które pozwoliłyby na penalizowanie przestępców seksualnych, którzy dopuszczają się czynów seksualnych na niepełnoletnich.

Mazurek przyłapana na zdjęciu z Berlusconim. [b]Polacy nie zostawili na niej suchej nitki[/b]

Mazurek przyłapana na zdjęciu z Berlusconim. Polacy nie zostawili na niej suchej nitki