Wraz z odejściem Fedora Emelianenki kończy się pewna era. Najlepszy zawodnik wagi ciężkiej wszech czasów udał się na zasłużoną emeryturę.

REKLAMA
Rządy Fedora Emelianenko, były długie, bezkompromisowe oraz brutalne. Przez 7 lat rządził w kategorii ciężkiej, przyzwyczajając fanów do tego, że przetrwa wszystko i zawsze zwycięży. Prawie 2 lata temu dyktatura została obalona. Niestety, nie udało mu się wrócić na tron, chociaż nie poddał się całkowicie. Po wygranej walce z Pedro Rizzo, zyskując bilans trzech wygranych walk z rzędu, Fedor ogłosił zakończenie kariery. Nie była to decyzja zaskakująca, jednak niejednemu fanowi dyscypliny zakręciła się łezka w oku.
Maszyna do walki, niepokonana przez 31 walk
Fedor Emelianenko to narodowa duma Rosjan. Faktycznie urodził się na Ukrainie, jego rodzina przeniosła się do ZSRR gdy miał 2 lata, jednak zawsze walczył pod flagą rosyjską. Jako jeden z 80 rosyjskich sportowców, dostąpił zaszczytu sztafety z olimpijskim zniczem. Zanim został zawodnikiem stosunkowo nowej dyscypliny, jaką było MMA, Fedor z powodzeniem brał udział w zawodach sambo oraz judo, a także był żołnierzem. Ten ostatni epizod dostarczał żartów (bo chyba niewielu brało te spekulacje na poważnie), iż był on eksperymentem genetycznym Armii Rosyjskiej, dzięki czemu uzyskał niemal nadludzką wytrzymałość. Na co dzień trenował w Starym Oskole, w warunkach, które bez przesady można by nazwać spartańskimi.
Przed przeniesiem się do legendarnej Federacji PRIDE FC, stoczył 10 walk w organizacji Rings, w której zdobył mistrzostwo wagi ciężkiej oraz w mistrzostwo klasie absolutnej. Z tego okresu też pochodziła pierwsza skaza na rekordzie, jaką była „porażka” z Tsuyoshi Kosaką. W praktyce po 17 sekundach, po otrzymaniu nielegalnego uderzenia łokciem, rozcięcie łuku brwiowego uniemożliwiło mu dalszą walkę. Walka powinna zostać ogłoszona nierozstrzygniętą, jednak ponieważ toczyła się w systemie turniejowym, potrzebny był zwycięzca. Wielu fanów (w tym niżej podpisany) nie uznaje jednak tej walki za faktyczną przegraną, zwłaszcza że w rewanżu Fedor zafundował Kosace techniczny knockout. Dlatego napiszę, iż przez 9 lat Fedor był niepokonany, uzyskując 31 zwycięstw oraz jedną walkę nierozstrzygniętą. Quod erat demonstrandum.
Gwiazda Fedora rozbłysła w PRIDE i tam świeciła najjaśniej. W trzeciej swojej walce dla organizacji zdobył tytuł mistrzowski po walce z Antonio Minotauro Nogueirą. Walka zakończyła się decyzją, jednak obaj zawodnicy byli w tamtym czasie nie do znockoutowania ani tym bardziej nie do poddania. Warto zauważyć, że Brazylijczyk miał wówczas imponujące pasmo 13 wygranych kolejno walk, z czego 7 w Pride i był aktualnym mistrzem. Obaj zawodnicy konfrontowali się trzykrotnie - 2 razy triumfował Rosjanin, raz walkę uznano za nierozstrzygniętą (przypadkowe zderzenie się głowami).
Fedor znany był zarówno ze swoich szybkich rąk (które sprawiały wrażenie chaotycznie rzucanych, jednak kluczem do sukcesu był perfekcyjny timing), jak i parterowych umiejętności. Do historii przeszły z Mirkiem Cro Copem Filipoviciem, Markiem Colemanem czy Markiem Huntem. Jeżeli jednak miałbym wybrać jedną akcję, aby pokazać kim jest Fedor wybrałbym suples który wykonał na nim Kevin Randleman, po którym pytanie powinno brzmieć „czy zawodnik przeżył, jeżeli tak to jak długo będzie trwała rehabilitacja”. Fedor nie tylko zachował spokój na twarzy jakby się nic nie stało, ale kilkanaście sekund później założył przeciwnikowi dźwignię na bark.
Fedor był inny niż większość zawodników - z bardzo wielu względów. Nie wdawał się w trash-talking, czyli rzucanie niewybrednych komentarzy w stronę przeciwnika ani nie gwiazdorzył. Nie miał również sylwetki typowego atlety. Na konferencjach prasowych wyglądał czasem jak na kacu, nie okazując zbytnich emocji. W ringu również miał kamienną twarz, na swój sposób przerażająco zimną i bez emocji. Po walce zawsze jednak pojawiał się na niej ciepły uśmiech, pokazujący szacunek do przeciwnika. Wtedy przypominał trochę grzecznego misia.

UFC – nie
Po rozpadzie PRIDE Fedor odrzucił ofertę UFC (oficjalnym powodem miała być m.in. całkowita wyłączność, jakiej od niego oczekiwano, zabraniająca mu walczyć w sambo). Wybrał organizacje M-1 Global, w której zawalczył m.in. z olbrzymem Hong-Man Choiem. Następnie stoczył dwie walki w Affliction, szybko pokonując Andreia Arlovskiego (nockout) oraz Tima Sylvię (poddanie). Pikanterii dodawał fakt, że obaj to byli mistrzowie UFC. Dlatego dyskusje o tym, dlaczego najlepszy cięższy na świecie nie walczy w najlepszej organizacji zyskały na sile.
Były one bardziej nie na rękę UFC, gdyż podważano mistrzów ich królewskiej kategorii. Ponieważ Fedor cały czas był związany z promotorami M-1, w rozmowach zaczęto domagać się coraz więcej, łącznie z wspólną promocją eventów UFC oraz M-1, na co z kolei nie mogli się zgodzić włodarze tej pierwszej. Pomimo że zaoferowano walkę o tytuł już jako pierwszą w nowej organizacji, pełną dowolność w startach w sambo, oraz (z tego co mówił prezydent organizacji Dana White) naprawdę spore pieniądze, ofertę odrzucono ponownie, tym razem na rzecz Strikeforce.
26 czerwca 2010 stało się coś niewyobrażalnego dla wielu. Fedor przegrał swoją walkę – z Fabricio Werdumem. W dodatku dość szybko i przez poddanie (duszenie trójkątne). Ku uciesze antyfanów, osób decyzyjnych UFC, a także... świata brazylijskiego jiu-jitsu, któremu umiejętności parterowe Fedora były kością w gardle. Fedor podkreślał w wywiadach, że sambo jest lepsze od jiu-jitsu i mógł sobie pozwolić na taką pewność siebie, bowiem pokonał paru czołowych zawodników wywodzących się z BJJ z czarnym pasem (m.in. wspomniany wcześniej Antonio Nogueria, Ricardo Arona czy Renato Sobral). Wydarzenie było na tyle ważne, że branżowy magazyn BJJ poświęcił mu okładkę:
logo
Okładka GracieMag nr 161
Fedor miał wrócić silniejszym. Niestety kolejne dwie walki przegrał, w sposób dość znaczący – obie przez TKO (Dan Henderson oraz Antonio Silva). Oferta z UFC wygasła, a kariera stanęła pod znakiem zapytania. Emelianenko jednak się podniósł, chociaż na szczyt już nie wrócił. Wygrał walki z Jeffem Monsonem, Satoshi Ishii oraz kończącą jego karierę – z Pedro Rizzo. Chociaż jego nazwisko nadal ma duży potencjał marketingowy decyzja wydaje się słuszna. Im dłużej walczyłby ze średnimi nazwiskami tym bardziej cichłaby legenda.
Osobiście wierzę, że Fedor mógł dołączyć do trzyosobowej grupy osób, które posiadają pasy mistrzowskie zarówno w PRIDE jak i UFC (są to Antônio Rodrigo Nogueira, Mauricio Rua, Mark Coleman). Jednak nigdy się o tym nie przekonam.
Niemniej jednak, za wszystkie nieprzespane noce, które trzeba było poświęcić aby obejrzeć gale z jego udziałem oraz za niesamowite emocje...
...dziękuję.
Przeżyjmy to jeszcze raz: