Pozaerotyczna droga miłości nie ma sensu.
Pozaerotyczna droga miłości nie ma sensu. Internet

Co to jest życie? Jest to głównie walka o przeżycie. Walczymy z przeciwnościami losu i walczymy ze sobą nawzajem. Jak nawzajem najłatwiej się pokonać? To proste: wystarczy się pokochać.

REKLAMA
Gdyby na polach wszelkich bitew rozkwitła nagle miłość, od razu i co do jednego bylibyśmy wygrani; przegrałaby tylko sama walka. Przydałby się światu reformator, który by umiał „pozakochiwać” ludzkość w sobie powszechnie i trwale. Jednym z jego narzędzi byłby zapewne eros, bo człowiek od kołyski po grób jest istotą erotyczną i próby ignorowania ciała w dziele miłości muszą prowadzić na manowce. Myślę, że to nie przypadek, iż armie świata aż do naszych czasów były jednopłciowe, bo gdyby były koedukacyjne, miłość mogłaby nieoczekiwanie zwyciężać na polu walki i wtedy żegnaj wielkie zabijanie! Dwa tysiące lat temu guru Chrystus obrał drogę miłości pozaerotyczną, ba, przez krzyż, co zaowocowało dziejową klęską jego projektu. Stulecia chrześcijaństwa nie zlikwidowały instytucji wojen ani żadnych innych form zorganizowanej nienawiści. Bo nie można ludzi pozakochiwać w sobie nawzajem, namawiając ich na krzyż! „Nic tak do Boga nie zbliża, jak okolica krzyża”, powiadają niektórzy, lecz im nie chodzi przecież o ten krzyż, który był rzymską szubienicą…