"Nie o take Polskę my walczyli..."
"Nie o take Polskę my walczyli..." gazeta.pl

Czasem mniej znaczy więcej. Tak najkrócej skomentować można odejście Roberta Kwiatkowskiego z Twojego Ruchu. Jest bowiem spora szansa, że dzięki temu do Palikota powrócą ludzie, którzy poszli za nim w 2011r.

REKLAMA
Nie lubię srania we własne gniazdo - wychodzę z założenia, że o partyjnych kolegach i koleżankach należy mówić dobrze, albo wcale. Dlatego powstrzymywałem się do tej pory od otwartej krytyki roli, jaką Robert Kwiatkowski odegrał w osłabieniu pozycji Twojego Ruchu.
Nie lubię też teorii spiskowych, więc nie będę przypisywał Robertowi dywersji czy premedytacji w tych działaniach - przeciwnie, szanuję go jako człowieka i uważam, że włożył w ten projekt wiele serca. Pech chciał, że jego wysiłki były skazane na niepowodzenie przez niezmywalną skazę wizerunkową, jakiej doznał podczas afery Rywina.
Ludzie, którzy w 2011 r. poszli za Palikotem ze zdumieniem przyjęli pojawienie się postaci kojarzonej z "grupą trzymającą władzę" po transformacji Ruchu Palikota w Twój Ruch. Jako osoba współtworząca ten projekt od początku czułem niemal jednogłośne niezadowolenie "dołów" organizacji, które poczuły się zdradzone, oszukane. Angażując się widzieli bowiem oczami wyobraźni obraz nowoczesnej polski i nowych twarzy w polskiej polityce - nie postkomunistów z odzysku.
Wielu odeszło. Być może nie tylko z tego powodu, być może to była tylko kropla, która przepełniła czarę. Fakt pozostaje faktem, że do dziś dnia postać Roberta Kwiatkowskiego jest wymieniana jako jeden z kilku podstawowych powodów rozczarowania Palikotem - zarówno przez wyborców, jak i osób, które tworzyły tę wspólnotę od podstaw. Ja zostałem, tłumacząc sobie jego obecność pluralizmem wewnątrzpartyjnym - toć każda organizacja ma swoje lewe i prawe skrzydła. ..
Kiedy na wiosnę 2014 r. prowadziłem kampanię do Parlamentu Europejskiego, dostrzegłem prawdziwą skalę destrukcji, jakiej dokonała polityczna adopcja Kwiatkowskiego przez TR. "Zagłosowałbym na Ciebie, ale nie chcę, żeby mój głos poszedł na Piskorskiego czy Kwiatkowskiego" - takich deklaracji słyszałem setki, jeśli nie tysiące. Co ciekawe, padały często z ust osób, które kompletnie nie interesują się polityką. To tylko potwierdza, jak silnie negatywnym wizerunkiem "cieszył się" Robert Kwiatkowski. Ostatecznym potwierdzeniem były dla mnie słowa mojej żony, która na palcach jednej ręki zliczyć może wszystkich rozpoznawanych przez siebie polityków (szczęściara!) - jeśli taka osoba kojarzy Kwiatkowskiego i rozpoznaje w nim "bohatera" afery Rywina, to znak, że nie ma dla niego miejsca w polityce.
Nie zliczę aktywistów, którzy po dwóch latach pracy na rzecz Ruchu odeszli, nie zgadzając się z tak drastycznym zerwaniem z postulatem przewietrzenia sceny politycznej. Do nich dziś kieruję te słowa. Do koleżanek i kolegów, których oczarował Janusz Palikot AD 2011 - wróćcie! Przyjdźcie na spotkanie z JP, który tydzień temu ruszył w objazd po Polsce. Przekonajcie się, że to jest ten sam Palikot, na którego głosowaliście w ostatnich wyborach. Wiem, co czujecie - ja sam kilkukrotnie byłem bliski decyzji o pożegnaniu się z tą organizacją. Wielokrotnie nie zgadzałem się z poszczególnymi decyzjami czy sposobem zarządzania. Dziś cieszę się, że zostałem i doczekałem dnia, w którym ostatecznie pogrzebaliśmy nieudany eksperyment, jakim był mariaż polityczny z PRL-owską "lewicą".
Wszystko wskazuje na to, że sondażowe dno mamy już za sobą. Pierwsze takty kampanii prezydenckiej w wykonaniu Palikota dobrze oceniają nawet jego polityczni oponenci. W ulicznym sondażu, który w 2011 najlepiej przewidział wyniki wyborów, JP plasuje się na trzecim miejscu pośród kandydatów na Prezydenta. Przed nami jednak długie miesiące walki o odzyskanie zaufania Polaków. Kto odszedł, bo nie po drodze mu było z postkomuną - zapraszamy z powrotem! :)

Polub mój fanpage: