
Nie, nie będzie o tym, że sondażownie kłamią. Nie będzie też o tym, że są robione na zamówienie, że zadają tendencyjne pytania i nie do końca wiadomo, co mierzą. Będzie natomiast o tym, jak mało wiemy o wyniku wyborów prezydenckich w 2015 r.
REKLAMA
Trzy miesiące przed wyborami prezydenckimi sprzed dekady, niejaki Donald Tusk zajmował piątą (!) pozycję w sondażach z kilkuprocentowym poparciem. Dwa miesiące później, "wszyscy" byli pewni jego zwycięstwa - w końcu sondaże dawały mu dwukrotną przewagę nad najbliższym konkurentem. Miesiąc później Donald Tusk wygrał pierwszą turę z 36% poparcia, by ostatecznie przegrać z Lechem Kaczyńskim (który w sondażach notował wyniki rzędu 20%).
Czego nas uczy ta historia? Że wszystko jest możliwe. Kto na trzy miesiące przed wyborami wiedział, że jeden z faworytów zostanie w brutalny sposób wyeliminowany z gry? Kto w 2010 r. spodziewał się katastrofy, w której śmierć poniosło dwóch z trzech liczących się kandydatów? Nie wiemy, co przyniesie najbliższe 100 dni, które dzieli nas od tegorocznych wyborów prezydenckich. Nie życzę Komorowskiemu ani Dudzie drugiej Anny Jaruckiej, czy tym bardziej drugiego Smoleńska. Tym, którzy za pewnik przyjmują dzisiejsze prognozy instytutów badania opinii publicznej polecam jednak chociaż pobieżny przegląd losów "pewnych kandydatów" na najwyższe urzędy. Gdyby wybory wygrywali liderzy sondażowi, mielibyśmy Hilary Clinton w fotelu Prezydenta USA, Tony'ego Blaira na stanowisku Przewodniczącego Rady Europejskiej i wielu innych "pewniaków", którzy nigdy nie doczekali swojego sondażowego losu.
Poza Januszem Palikotem wszyscy udający zainteresowanie wyborami zdają się poddawać walkowerem wobec "nieuchronnego" zwycięstwa Bronisława Komorowskiego. Niski poziom zainteresowania społeczeństwa, umniejszenie przez ostatnie 5 lat roli urzędu Prezydenta i brak "straszaka" w postaci któregoś z Kaczyńskich to recepta na niską frekwencję, a ta zawsze zwiększa szanse na pojawienie się niespodzianek. Bo niespodzianki będą. Jakie? Nie wiem, wtedy nie byłyby niespodziankami! :)
