
Jeden z kandydatów na Prezydenta, który z uporem maniaka postuluje wprowadzenie w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych zdaje się zapominać, że taka ordynacja już funkcjonuje w wyborach prezydenckich. W wyborach, które dzięki tej ordynacji ów kandydat przegra.
REKLAMA
Nie mówię, że sposób wyłaniania Prezydenta RP jest zły. Pięknie pokazuje jednak, do czego prowadzi system wyłaniania jednego przedstawiciela - wygrywa ten, który zrazi do siebie najmniej wyborców. Mierzenie się z realnymi problemami ma to do siebie, że jedni na reformach zyskują, inni tracą. Sztuką jest wprowadzanie takich zmian, w skutek których społeczeństwo jako całość wchodzi na wyższy poziom rozwoju - gospodarczego, kulturalnego, społecznego itd.
Kandydat w okręgu jednomandatowym ma nieco inne priorytety - nikomu nie podpaść. Dlatego mówi o zgodzie i bezpieczeństwie, unikając konkretów. Wyścig po fotel prezydencki odbywa się między dwoma kandydatami - cała reszta walczy o trzecie miejsce, o pokazanie, że jeszcze żyją i mają się dobrze. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii w jednomandatowych okręgach wyborczych, gdzie de facto w każdym okręgu jest w większości wypadków tylko dwóch istotnych graczy, nie różniący się za bardzo poglądami.
Kukiz przegra te wybory, ale dzięki wypromowaniu się w tej kampanii ma szansę dostać się do Sejmu. Szansę, której nigdy by nie miał, gdyby w życie weszły zmiany, które sam postuluje.
Nie dla JOW!*
* w takim kształcie, jaki proponuje Kukiz. Systemem, nad którym warto się rzeczywiście zastanowić, są tzw. wybory alternatywne (AV).
