Korzystanie z usług mafii narkotykowych jest w Polsce okolicznością łagodzącą.

REKLAMA
Upierając się przy obecnym, wyjątkowo restrykcyjnym kształcie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, rząd promuje zakupy u dilerów. Osoby palące marihuanę, które nie chcą wchodzić w konszachty ze światem przestępczym, są bowiem traktowane przez sądy i prokuratury z większą surowością niż ci, którzy wspierają mafie.
Marihuana, jako używka pochodzenia roślinnego, jest niezwykle prosta w produkcji. Z jednego krzaczka otrzymuje się przynajmniej kilkadziesiąt gramów suszu, co dla regularnego palacza wystarczy na około miesiąc konsumpcji. Własnoręcznie wyhodowana roślinka daje gwarancję czystości, niższych cen i bezpieczeństwa. W przypadku wpadki, oprócz zarzutu uprawy, trzeba się jednak liczyć z zarzutem posiadania znacznej ilości, za co grozi od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Jeśli zamiast tego codziennie udamy się do dilera po 1-2 gramy, odpowiadamy jedynie za posiadanie niewielkich ilości, co daje spore możliwości umorzenia z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną. Dbając o własne zdrowie i rezygnując z zakupów na czarnym rynku, jesteśmy tej możliwości pozbawiani. W ten sposób ustawodawca zachęca nas do zaopatrywania się u dilera.
Podczas debaty nad nic nie wnoszącą nowelizacją ustawy w 2011, posłanka Beata K. niemal ze łzami w oczach pod niebiosa krzyczała, że próba liberalizacji przepisów jest dziełem mafii. Nic bardziej błędnego - to właśnie prohibicja i pilnujący jej politycy są największymi dobrodziejami gangsterów.
Maciej Kowalski - Wolne Konopie
www.facebook.com/maciejkowalski85