Pod przykrywką idiotycznej, nieskutecznej ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, kryje się genialna myśl ekonomiczna. Ściganie nikogo nie krzywdzących użytkowników marihuany to keynesizm w czystej postaci.

REKLAMA
W około 150 polskich zakładach penitencjarnych przebywa obecnie 85 tysięcy osadzonych, pilnowanych przez 30 tys strażników. Jeśli Polska zdobyłaby się na egzekwowanie obowiązujących przepisów o przeciwdziałaniu narkomanii (3 lata za posiadanie), mielibyśmy dodatkowe 2-3 miliony skazanych. Co to oznacza dla gospodarki? Prawdziwy boom! Z dnia na dzień będziemy potrzebować kilku tysięcy nowych więzień i stworzymy pół miliona miejsc pracy w sektorze penitencjarnym! Na nogi stanie stanie sektor budowlany, a 2 miliony bezrobotnych zastąpi naćpaną hołotę na ich dotychczasowych miejscach pracy!
Do realizacji tej wspaniałej polityki potrzebna jest tylko niewielka pomoc państwa. Utrzymanie jednego więźnia kosztuje około 30 tysięcy złotych rocznie. Przy 2 milionach dodatkowych "kryminalistów", więziennictwo potrzebowałoby ponad 60 mld zł rocznie - 20 tys zł z kieszeni każdego dorosłego Polaka. Warto?