Jakiś czas temu olsztyński sąd nakazał młodemu człowiekowi przekazać 25 tys. zł na Monar za handel nasionami konopi. Zamiast do Monaru, pieniądze powinny trafić do Wolnych Konopi.
REKLAMA
Wyrok jest patologią sam w sobie - 2 lata w zawieszeniu, grzywna i wpłata na cele społeczne za sprzedaż legalnych nasion. Większym, bo systemowym problemem, jest natomiast tendencja sędziów do preferowania wąskiej grupy organizacji pozarządowych. Monar jest organizacją spaczoną, funkcjonującą głównie w celu zapewnienia sobie stałego źródła dochodu. Z chlubnymi wyjątkami, kierownictwo Monaru nie ma w sobie nic z poczucia misji, która przyświecała Markowi Kotańskiemu. Korzystając z przestarzałych, zdyskredytowanych w oczach specjalistów metod, pracownicy tej organizacji nierzadko znęcają się nad swoimi podopiecznymi.
Zbyt wielu sędziów dokonuje skrótu myślowego pod tytułem konopie=narkotyki=Monar. Cel społeczny powinien pokrywać się mniej więcej z czynem, którego dotyczy przestępstwo. Średniowieczne ośrodki dla iniekcyjnych użytkowników heroiny mają z uprawą konopi na własny użytek tyle wspólnego, co z okręgowymi związkami pasjonatów gołębi pocztowych. Na szczęście coraz częściej sędziowie zdają sobie sprawę z absurdalności przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii i powoli zaczynają korzystać z umorzeń. Czekamy zatem na pierwszego odważnego, który zamiast wspierać układ samopomocy Monaru, zasądzi wpłatę na Stowarzyszenie Wolne Konopie.
