Maciej Lepiato
Maciej Lepiato

Jest rok 2011, mamy mistrzostwa świata w Nowej Zelandii. Zdobywam złoty medal. Po paru miesiącach otrzymuję nagrodę za złoty medal oraz miesięczne stypendium aż do igrzysk w Londynie. Pozwoliło mi to komfortowo przygotowywać się do igrzysk paraolimpijskich w Londynie, zresztą jak całej kadrze lekkoatletycznej, która przywiozła medal z Christchurch. Finał tych komfortowych przygotowań wszyscy znamy - worek medali przywieziony do Polski z Londynu.

REKLAMA
Po igrzyskach weszła w życie ustawa zrównująca sport osób niepełnosprawnych i osób zdrowych. Idea bardzo szlachetna i od wielu lat wyczekiwana, jednak jej realizacja pozostawia wiele do życzenia.
W sierpniu wyjeżdżam na mistrzostwa Europy, które odbędą się w Walii. Aby po tych zawodach otrzymywać stypendium, w mojej konkurencji musi startować co najmniej 12 zawodników z 8 krajów. Wtedy do 8 miejsca płacone są świadczenia z ministerstwa sportu. Niestety w sporcie osób niepełnosprawnych na każdej imprezie mistrzowskiej organizator narzuca z góry liczbę startujących zawodników. I jeżeli podzielimy liczbę zawodników, którzy mogą startować przez ilość konkurencji, wyjdzie średnio 6 zawodników w każdej konkurencji. To oznacza, że większość zawodników nie będzie spełniała kryteriów ministerstwa.
Taka sytuacja miała już miejsce podczas zeszłorocznych mistrzostw świata w Lyonie, gdzie większość zawodników nie spełniła tych wymagań i nie otrzymała stypendium. Zawody te pokazały również paradoksy, jakie powstały - niektórzy zawodnicy, którzy zajęli odległe 8 miejsce, ale startujących było wielu, otrzymuje do dzisiaj stypendium. Natomiast ja, za rekord świata w skoku wzwyż, złoty medal, oraz brązowy w skoku w dal nie otrzymuję żadnych świadczeń, gdyż nie startowało co najmniej 12 zawodników.
Niestety w dzisiejszych czasach nie jest możliwe pracować i trenować, jeżeli chce się zdobywać medale na mistrzostwach świata czy Europy, a aktualne przepisy zmuszają do tego wielu zawodników, bo przecież mają żony i dzieci na utrzymaniu, a coś do garnka trzeba włożyć. Ja sam, gdyby nie współpraca z Renault, musiałbym niedługo poszukać sobie pracy…