Moja dieta się opłaciła. Nie dość, że schudłam, to zyskałam jeszcze medialnego narzeczonego. Pogłoski o płomiennym romansie, dla kobiety w moim wieku, to pochlebstwo. Szkoda tylko, że ktoś próbuje zarabiać pieniądze na kłamstwach.

REKLAMA
Mam bujne życie i szalony zawód, więc co wieczór jadam kolację z różnymi mężczyznami. Obserwujcie ich bacznie. Każdy może być moim potencjalnym kochankiem. Przyjaźnię się z reżyserami, dziennikarzami, artystami. Jacek jest moim przyjacielem. Niektóre projekty robimy wspólnie. Na szczęście jest mi dobrze, mam podkręcony humor, chichram się z tego całego zamieszania. Ostatnio w trójkę – Waldemar, Jacek i ja – wypiliśmy w Wentzlu w Krakowie butelkę dobrego burgunda. Patrząc sobie głęboko w oczy.
Waldemar – z którym jestem już 9 lat – wie, że cenię sobie męską przyjaźń, lubię ludzi, kocham życie towarzyskie. Wieloletni związek można budować wyłącznie w oparciu o wzajemne zaufanie. Mieszczaństwo myśli o mnie strasznie, a ja się bawię. Proszę mnie obserwować: bywam niebezpieczna. Moja córka, to przy mnie pikuś. Nareszcie zrozumiałam, dlaczego panie w moim wieku nie zapraszają mnie na imprezy i kolacje. Zapewne boją się, że ukradnę im mężów z pomocą mojej szalonej pizzy.
Oczywiście, lubię mężczyzn. Szczególnie takich z seksem w głowie, bo postać fizyczna jest rzeczą wtórną. Lubię intelektualistów (patrz: mój pierwszy mąż). Przyjaźń to jednak nie kochanie. We wrześniu czeka nas z Waldemarem piękny ślub, na którym gościć będą wyłącznie bliskie nam osoby. I jeden wybrany dziennikarz lub dziennikarka. Z pewnością nie wpuszczę na mój ślub idiotów, którzy na bazie jednego żartu, puszczonego podczas gali wręczenia Wiktorów, skonstruowali grafomański scenariusz.
Najdłuższy pozamałżeński związek w moim życiu, to ten z Ireneuszem Wurstem. Trwa już 21 lat. On jest przyjacielem rodziny, doradcą, kierowcą. Wiele osób nazywa go pieszczotliwie „moim mężem”. Ciekawe, dlaczego prasa nie pisze o nim. Tylko łapie się grubymi nićmi szytych bzdur. Stateczna rewolucjonistka, która popełniła romans? To piękne. Poprawiliście mi humor.