
Zanim w garnku zacznie się dziać coś smacznego i aromatycznego, musi zajść przemiana w tych, którzy do garnka wrzucają – to naczelna zasada moich „Kuchennych rewolucji”. Nie wolno przyrządzać jedzenia byle jak i w kiepskim nastroju. Nasza depresja może spłynąć na potrawy i pogrążyć nawet największą kulinarną bitwę. Dlatego dbam, by właściciele lokali, nad którymi pracuję w programie, myśleli miłośnie i pozytywnie.
