Sezon na aromatyczny, wabiący intensywnym kolorem rabarbar trwa. Podajemy go w wersji retro, pod postacią kojarzącego się z babciną kuchnią orzeźwiającego kompotu, lub w nowoczesnej aranżacji, na przykład jako dodatek do tarty.
REKLAMA
Mam słabość do rabarbaru, chociaż wiem, że z tym warzywem nie należy przesadzać. Z jednej strony jest idealnym źródłem witamin, w tym magicznej witaminy C, z drugiej – niebezpieczną składnicą szczawianów. Dlatego potrawy z rabarbarem należy spożywać raz, góra dwa razy w miesiącu. Nie częściej.
Rabarbar kojarzy mi się z dzieciństwem i z kompotem, który w czerwcowe wieczory lał się strumieniami. Pamiętam również pyszny kisiel, któremu rabarbar dodawał szyku. Bo rabarbar, podcieniowany jeszcze bulwą buraka, może być prawdziwą ozdobą talerza.
Kompot polecam miłośnikom klimatów retro, podatnym na sentymenty. Otwartym na nowości radzę zabawić się z rabarbarem w bardziej wyrafinowany sposób. Grzechu warta jest na przykład tarta z rabarbarem i serem camembert, koniecznie dojrzałym. Ser należy wcześniej „zamarynować”, czyli zalać jogurtem z dodatkiem soku z cytryny, a potem posypać odrobiną świeżego oregano. Potrzebujemy również pół ząbku czosnku i cztery jajka, wreszcie ser typu feta, który zamiast mielić rozdrabniamy widelcem. Rabarbar dodajemy na końcu. Idealnie równoważy smak potrawy, niweluje tłustość sera, sprawia, że tarta nie wydaje się ciężka.
Kompot polecam miłośnikom klimatów retro, podatnym na sentymenty. Otwartym na nowości radzę zabawić się z rabarbarem w bardziej wyrafinowany sposób. Grzechu warta jest na przykład tarta z rabarbarem i serem camembert, koniecznie dojrzałym. Ser należy wcześniej „zamarynować”, czyli zalać jogurtem z dodatkiem soku z cytryny, a potem posypać odrobiną świeżego oregano. Potrzebujemy również pół ząbku czosnku i cztery jajka, wreszcie ser typu feta, który zamiast mielić rozdrabniamy widelcem. Rabarbar dodajemy na końcu. Idealnie równoważy smak potrawy, niweluje tłustość sera, sprawia, że tarta nie wydaje się ciężka.
Rabarbarem można wzbogacić cumberland, czyli sos do mięsa. Składa się na niego chrzan, smażona skórka pomarańczowa, odrobina tabasco i starty imbir. Główną rolę gra rabarbar, który dodajemy w miejsce żurawiny. Całość smakuje obłędnie.
Minimalistów zadowoli rabarbar na surowo. Macza się go w cukrze i po prostu chrupie. Kto walczy ze zbędnymi kilogramami, takimi „chipsami” może zastąpić kaloryczne ciastka albo frytki. Rabarbarowa przekąska nie tuczy, karmi żołądek i oczy. Przecież rabarbar jest cholernie przystojny.
Minimalistów zadowoli rabarbar na surowo. Macza się go w cukrze i po prostu chrupie. Kto walczy ze zbędnymi kilogramami, takimi „chipsami” może zastąpić kaloryczne ciastka albo frytki. Rabarbarowa przekąska nie tuczy, karmi żołądek i oczy. Przecież rabarbar jest cholernie przystojny.
Jego walory estetyczne sprawiają, że bywa wykorzystywany w bukietach. Lubię od czasu do czasu przyozdobić stół warzywno-kwiatową kompozycją. Rabarbar łączę z selerem, gałązkami jaśminu i kopru. Efekt wizualny podbija jeszcze fioletowy bez, który także można jadać na surowo. Taka uczta, nieco perwersyjna, wyostrza zmysły i odmładza. Wszystkiego pięknego! I smacznego.
