fot. www.smakizycia.pl

Najpiękniejsze święta są w Polsce. Wiem to na pewno – tak mi się życie ułożyło, że czasem spędzałam je daleko, ale zawsze, czy w Hiszpanii, czy w Bułgarii, czy w Kanadzie przygotowuję polski stół. Jestem w gruncie rzeczy „świąteczną konserwatystką”. Można próbować, wymyślać cuda, ale na święta musi być tak, jak robiła mama, babcia, prababcia... Biały obrus – haftowany albo koronkowy. Naczynia – też białe, proste. Kocham białą porcelanę! A do tej bieli dodaję kolory.

REKLAMA
Przede wszystkim zieleń – owsa, rzeżuchy, borówek. Czerwienie i żółcie żonkili i tulipanów. Fiolet czy róż hiacyntów. I wreszcie delikatne pastele jajek. Jasne, wiosenne. Maluję je sama – farbuję skorupki, graweruję na nich wzory, poświęcam temu naprawdę dużo czasu, te jajka muszą być najpiękniejsze. Zresztą malowanym jajkom sporo zawdzięczam – kiedyś, w Hiszpanii, sprzedawałam je i dzięki temu skończyłam studia! Potem okazało się, że Hiszpanie nosili je – to były malutkie przepiórcze jajeczka – na szyi jak wisiorki...
Na Wielkanoc jajka to serce stołu. Nie bez powodu. Od nich przecież wszystko się zaczyna. To symbol życia. Płodności, siły. Początku. Finowie wierzyli, że świat powstał z sześciu złotych jaj. Piękna Helena, o którą bili się Grecy i Trojanie, też miała przyjść na świat z jajka. Wierzono, że jajka obdarzone są mocą magiczną. Tym większą, im są piękniejsze. Ludzie więc zawsze zdobili je, jak umieli. Kościół musiał się z tym pogodzić – powstała nawet legenda o Marii Magdalenie, która, kiedy już przyniosła apostołom wiadomość o spotkaniu z Chrystusem, zobaczyła, że wszystkie jajka w domu stały się czerwone. Malujmy więc jajka koniecznie – na czerwono, ale nie tylko. Tak, jak lubimy, jak nam w duszy gra. Mnie gra kolorowo, bo kolory zachęcają do życia, przynoszą radość, siłę, energię. Koniec z szarością, za dużo mamy jej wokół. Pokolorujmy święta.
Ale jajka to nie tylko ozdoba. Uwielbiam je w wersji najprostszej – ugotowane na twardo z domowym, własnoręcznie zrobionym majonezem, pokropione szczypiorkowym deszczem. I tyle. Albo w sosie gorczycowym, z pieczarkami i dymką. Zawsze robię też faszerowane po polsku, z prawdziwkami – moje ulubione. Podsmażam na łyżce oliwy cebulę i drobno pokrojone rozmrożone prawdziwki. Mieszam z posiekanym ugotowanym na twardo białkiem i żółtkiem, dodaję koperek, śmietankę, sól i pieprz. Teraz wkładam nadzienie do skorupek, smaruję rozkłóconym jajkiem, posypuję bułką tartą, podsmażam na oliwie. Dla mnie numer jeden.