
Zjadło by się rzodkiewki, ogórka, ba, nawet i pomidorka. Ale cóż, w tym roku przyjdzie na nie poczekać. Oj! Trzeba się przeprosić z warzywami, które są, zamiast tęsknić po próżnicy.
REKLAMA
Dobrze przechowane przez zimę, nic przecież nie straciły. Taki na przykład seler. Mam wrażenie, że traktowany jest przez nas bardzo niesprawiedliwie. To znane od dwóch tysięcy lat warzywo bardzo niesłusznie skończyło w Polsce li tylko jako dodatek do włoszczyzny. A przecież selera można przyrządzić w sposób wyrafinowany i podać go niezwykle wykwintnie. Świat ceni te cudowne bulwy, co ma odzwierciedlenie nie tylko w przepisach ale również w ich cenie. W Polsce kupujemy je za bezcen, może dlatego seler jest przez nas tak bardzo niedoceniany.
Proszę zatem z uwagą pochylić się nad tym wyjątkowym warzywem. Delikatny miąższ, orzechowy aromat, piękny zapach. Można na surowo – na przykład jako spód „kanapek”, gdzie plasterek selera zastępuje kromkę pieczywa. Albo śmiało pokroić seler na krajalnicy na cieniutkie płatki. Blanszujemy je przez chwilę w lekko osolonej wodzie i od razu skrapiamy cytryną. Siekamy drobno prawdziwki i smażymy na oliwie z odrobiną pora. Schładzamy lekko i mieszamy z łyżką kwaśnej śmietany, łyżką tartego parmezanu, drobno siekaną bazylią i z odrobiną pieprzu. Teraz czary-mary: na płatku selera kładziemy łyżeczkę farszu i przykrywamy z wierzchu drugim płatkiem, którego brzegi uprzednio smarujemy rozbełtanym żółtkiem. Sklejamy selerowego pieroga i zanurzamy go na chwilę w nie do końca ubitej pianie z białek. Nafaszerowane w ten sposób selery smażymy na rozgrzanej oliwie z obu stron na delikatnym ogniu. Chrupiące i pyszne. Przeprośmy się więc z selerem, póki czas. Na nowy przyjdzie nam poczekać do jesieni.
