Kto by przypuszczał, że niewiele ponad 50 dni przed wyborami, kampania nagle skupi się na polityce zagranicznej? Przecież powszechnie wiadomo, że ta w amerykańskich wyborach prezydenckich nie gra większej roli. Jakiś tydzień temu, układałam właśnie w głowie wpis na ten temat, kiedy do sieci telewizyjnych zaczęły spływać pierwsze zdjęcia ataków na placówki USA w Egipcie i Libii.
REKLAMA
Późno wieczorem czasu amerykańskiego było już wiadomo, że w atakach zginęło 4 Amerykanów. Rano doszła informacja, że wśród nich był Ambasador Chris Stevens. Kolejne dni przynosiły zdjęcia z kolejnych państw w regionie, gdzie rozlała (rozlewa?) się anty-amerykańska przemoc.
Przypomnienie, że w trakcie kampanii nikt nie może kłaść się spać spokojnie wydaje się przy tej okazji zbędne. Pewne jest jedynie to, że wśród lawiny komentarzy i gadających głów, brakuje nagle chętnych do przewidywania
co przyniesie kolejny poranek.
co przyniesie kolejny poranek.
W tym bogatym w wydarzenia tygodniu, moją uwagę zwróciły dwa świeże sondaże. I wcale nie dotyczące poparcia dla kandydatów w kraju czy też
w kluczowych stanach, którymi codziennie karmią nas tutejsze media, a oceny wyborczych rywali za granicą.
w kluczowych stanach, którymi codziennie karmią nas tutejsze media, a oceny wyborczych rywali za granicą.
Wiadomo, że gdyby Europa mogła głosować na prezydenta USA, Barack Obama miałby reelekcję w kieszeni. Według badań YouGov, zaledwie jedna na 20 osób
w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech ma pozytywny obraz kandydata republikanów Mitt’a Romney’a. Blisko polowa badanych w Niemczech (48%) uważa, że zwycięstwo Romney’a zmniejszy ich przychylność do USA. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii (47%) i nieco mniej we Francji (38%).
w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech ma pozytywny obraz kandydata republikanów Mitt’a Romney’a. Blisko polowa badanych w Niemczech (48%) uważa, że zwycięstwo Romney’a zmniejszy ich przychylność do USA. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii (47%) i nieco mniej we Francji (38%).
Ten sam sondaż pokazuje zupełnie inny obraz na Bliskim Wschodzie, gdzie tylko 8% respondentów przyznało, że wygrana Mitt’a Romney’a wpłynęłaby na ich gorsze postrzeganie USA. Od razu (i jeszcze przed wybuchem zamieszek) pojawiły się komentarze, że wynik ten nie oznacza cieplejszych uczuć dla kandydata republikanów, a raczej negatywną ocenę obecnej administracji.
Coroczne badania Transatlantic Trends, prowadzone przez German Marshall Fund od 11 lat, potwierdzają, że choć entuzjazm dla Prezydenta Obamy w Europie nieco zgasł, to i tak utrzymuje się na wysokim poziomie - 82%. Kandydat republikanów jest albo Europejczykom wciąż nieznany, do czego przyznaje się 38% badanych, albo mają o nim negatywne zdanie (39%). Zdecydowanie mniej (23%) myśli o nim pozytywnie. Warto dodać, że wśród 12 krajów UE objętych sondażem, Mitt Romney na największe poparcie mógłby liczyć nigdzie indziej jak w Polsce (16%; Obama 35%). Badania przeprowadzono jeszcze przed jego wizytą w Polsce, która, jak można przypuszczać, popularność kandydata miała jeszcze wzmocnić. Aby przekonać się jak bardzo Polska odstaje w tej kwestii od reszty, warto porównać wyniki do średniej dla krajów UE, gdzie 75% zagłosowałoby
na Prezydenta Obamę, a jedynie 8% na Romney’a.
na Prezydenta Obamę, a jedynie 8% na Romney’a.
Przyznam, że z prezentacji najnowszych Transatlantic Trends w Waszyngtonie wychodziłam z mieszanymi uczuciami. I bynajmniej nie dlatego, że jeden kandydat jest u nas bardziej popularny niż gdzie indziej. W krótkiej sesji pytań
i odpowiedzi, zainteresowanie wzbudziła jedynie Polska. Uczucia mieszane,
bo z jednej strony pamiętam maksymę “nie ważne co, ważne że się mówi”, ale jakoś trudno mi zupełnie zignorować to “co”. Polska wyraźnie odstawała od reszty jeszcze w zupełnie innej kategorii: oceny NATO. Mniej niż połowa (45%) Polaków uważa, że NATO jest niezbędne dla bezpieczeństwa kraju. To o 6 procent mniej niż w roku ubiegłym i najniższe poparcie wśród 12 krajów europejskich (średnia dla UE12 to 58%).
i odpowiedzi, zainteresowanie wzbudziła jedynie Polska. Uczucia mieszane,
bo z jednej strony pamiętam maksymę “nie ważne co, ważne że się mówi”, ale jakoś trudno mi zupełnie zignorować to “co”. Polska wyraźnie odstawała od reszty jeszcze w zupełnie innej kategorii: oceny NATO. Mniej niż połowa (45%) Polaków uważa, że NATO jest niezbędne dla bezpieczeństwa kraju. To o 6 procent mniej niż w roku ubiegłym i najniższe poparcie wśród 12 krajów europejskich (średnia dla UE12 to 58%).
Ktoś z sali zasugerował, że być może jest to dowód na to, że Polska staje się coraz bardziej „europejska”. Ciekawa propozycja, ale jakoś mnie nie przekonała. Przyznam, że nie bardzo wiedziałam czym uzasadnić tę zmianę Michael’owi Haltzel’owi - autorowi pytania, który jako doradca ówczesnego Senatora Joe Biden’a dobrze pamięta entuzjazm towarzyszący wstępowaniu Polski do NATO,
i który o rozszerzeniu NATO opowiada z takim zaangażowaniem, jakby miało miejsce wczoraj.
i który o rozszerzeniu NATO opowiada z takim zaangażowaniem, jakby miało miejsce wczoraj.
Mam nadzieję że przez najbliższe 50 dni, które pozostały do listopadowych wyborów, spotkam się z podobnym zaangażowaniem w obecną i przyszłą politykę zagraniczną USA. I dowiem się o niej więcej niż tylko to, że wraz z tragicznymi wydarzeniami na Bliskim Wschodzie z dnia na dzień stała się w kampanii ważna.
