Atmosfera przed konklawe w marcu 2013 przypominała nieco czas bezpośrednio poprzedzający Sobór Watykański II. Zagubiony pośród walk frakcyjnych Kościół instytucjonalny, skompromitowana Kuria Rzymska, wierni zostawieni samym sobie. Jeszcze nie przebrzmiały echa „VatiLeaks”, afer finansowych w IOR, fali pedofilii oraz bezprecedensowej w najnowszej historii Kościoła abdykacji Benedykta XVI, a już świat został z pytaniem o to, dokąd zmierza Kościół powszechny. Kilka dni później miało się okazać, że został także z nikomu nieznanym bliżej Jorge Bergolio.
REKLAMA
Kardynał z Ameryki Łacińskiej, naznaczony skazą posługi kapłańskiej w najgorszym okresie dla Argentyny - rządów krwawej junty gen. Videlli, nie rokował na nic więcej ponad to, iż będzie strzegł dziedzictwa Kościoła, który w ostatnich dwóch dekadach tracił impet, przechodził do defensywy i nerwową drażliwością reagował na postęp cywilizacyjny. Podobnie w 1958 r. nie rokował Giuseppe Roncalli, gdy jako Jan XXIII wstępował na stolicę piotrową.
Franciszek u progu pontyfikatu zastał świat zagubiony duchowo, zdezorientowany. Szok cywilizacyjny, komercjalizacja życia, wzrastająca rola Chin i innych mocarstw, przeorientowanie Kościoła z Europy na Amerykę Łacińską stworzyły zapotrzebowanie na nowa narrację o fundamentalnych wartościach, prostą i zrozumiałą dla współczesnych ludzi.
Jan XXIII odziedziczył Kościół, który musiał jak najszybciej wypracować nową refleksję eklezjologiczną. Wymusiły ją zjawiska natury społecznej: schyłek kolonializmu, przebudzenie ludów kolorowych, rozprzestrzenianie się komunizmu (przede wszystkim w Azji), problemy misji (Trzeci Świat), coraz szybsze przemiany w porządku ekonomiczno – politycznym i moralnym świata.
Przesłanie dzieła Jana XXIII do dziś determinuje wyobrażenie o Kościele. Czy podobnej rewolucji dokona papież Franciszek?
Ów „diabeł w sutannie” – jak określił kardynała Bergoglio Nestor Kirchner - wywraca właśnie Watykan do góry nogami. Lub, jak wolą inni, ustawia wszystko na swoim miejscu.
Być może w pokoju papieskim w Domu Świętej Marty znajdzie się miejsce dla reprodukcji ulubionego obrazu Franciszka - „Białego Ukrzyżowania” Marca Chagalla. Artysta żydowskiego pochodzenia namalował go w 1938 r., gdy Jorge Maria Bergolio miał dwa lata. Ogromnie trudne, symboliczne dzieło, przedstawiające początek końca żydowskiego świata. W centrum umierający na krzyżu Chrystus, u dołu Żyd, wieczny tułacz - scena łącząca religie. Franciszek chce łączyć - echa soborowego dialogu w duchu ekumenizmu pobrzmiewają w Watykanie od początku jego pontyfikatu.
Papież podąża też ewidentnie drogą encykliki społecznej Jana XXIII „Mater et magistra” – przesuwa środek ciężkości praktycznych zainteresowań katolickiej myśli społecznej z problematyki własności bezpośrednio na osobę ludzką. Jakby natchniony Janowym „Pacem in terris” wzywa do solidarności międzyludzkiej, a Kościół stawia ponad pomieszaniem idei, doktryn i walk. Podobnie, jak niegdyś Jan XXIII, zmienia relacje pomiędzy światem i Kościołem; dostrzega w dominującej dotąd postawie Kościoła - potępiającej i pesymistycznej w stosunku do współczesności - głębsze wypaczenie prawdy o pojmowaniu miłości Bożej.
Czy Franciszek zwoła kolejny sobór i zreformuje Kościół – wciąż trudno powiedzieć. Na razie Watykan potwierdził synod w 2014 – pierwszy raz podjęta zostanie bardzo trudna kwestia: miejsca małżeństw niesakramentalnych w Kościele. Do tej pory katolicy po rozwodach mogli funkcjonować jedynie na obrzeżach chrześcijaństwa.
Próbę rewindykacji musiał w ostatnich tygodniach podjąć także polski Kościół. Postromantyczna wizja jego roli, pod której wpływem ciągle pozostaje część hierarchów musiała zmierzyć się ze skandalami pedofilskimi polskich duchownych, jakie w ostatnich tygodniach ujrzały światło dzienne.
W kontraście do rewolucyjnego w podejściu do istoty Kościoła Franciszka, część polskiego stanu duchownego chce jawić się jako ta, który jest jedynym depozytariuszem prawdziwej wiary. Dopiero konsekwentne działania biskupa Rzymu w kwestii rozprawienia się z pedofilią zmusiły polskich hierarchów do zabrania głosu i wdrożenia działań, wspierających oczyszczenie Kościoła. Tego instytucjonalnego, który wciąż ma dwie twarze: księdza biskupa Polaka i księdza kanclerza Lipki.
Nie wszystkie słowa Franciszka są nad Wisłą przyjmowane z zachwytem. Dla niektórych hierarchów papież jest zbyt rewolucyjny w podejściu do istoty Kościoła, do miłosierdzia Bożego. Ośmiela się twierdzić, iż nie posiada monopolu na wszelkie mądrości.
O Janie XXIII napisano kiedyś: „papież robi wielkie rzeczy. Można mu w tym pomóc, albo przeszkadzać. Co uczyni każdy z nas, to już sprawa jego własnego sumienia i rozeznania.”
Jeśli nie chcemy pomóc Franciszkowi, przynajmniej mu nie przeszkadzajmy.
