Jedną z podstawowych zasad postępowania w sytuacji kryzysowej jest otwarte prowadzenie komunikacji, nie wolno chować głowy w piasek, udawać, że nic się nie dzieje, unikać odpowiedzi nawet na niewygodne pytania. Ostatnie tygodnie wyraźnie pokazują, że ta zasada nie jest znana (a nawet jeśli, to nie jest uwzględniania) w Platformie Obywatelskiej oraz w rządzie.
REKLAMA
Natomiast wręcz modelowo wykorzystują to milczenie przeciwnicy polityczni, z PiS na czele. Jarosław Kaczyński wyraźnie, krótkimi, dobitnymi komunikatami sygnalizuje swój przekaz:
Spotykamy się, aby podtrzymać pamięć o pierwszym prezydencie Polski, który nie miał żadnych powiązań z poprzednim systemem, czego nie można powiedzieć o jego następcy.
Dziś wiemy, że to, co mówiono przez miesiące, kwartały i całe lata to wielkie, bezczelne kłamstwo. Ale jesteśmy coraz bliżej prawdy.
Zostali zdradzeni o świcie…
I nawet odśpiewanie weselnego „Sto lat” wieczorem 10 kwietnia pod Pałacem Prezydenckim nie zmniejszyło siły tego przekazu. Starannie powielanego zresztą przez polityków PiS. A i ci spoza tej partii chętnie się podłączają.
Natomiast Donald Tusk i ludzie z rządu zamilkli zupełnie, a przedstawiciele PO tłumaczą się z tej ciszy:
Grzegorz Schetyna - Nie powiedziałbym, że to jest milczenie. Raczej taka systematyczna praca na temat zamknięcia postępowania w Rosji i w Polsce.
Marszałek Ewa Kopacz - Im mniej polityki i polityków przed kamerami, tym większy szacunek dla tych, którzy zginęli i tych, którzy zostali i cierpią, w dalszym ciągu cierpią.
Małgorzata Kidawa-Błońska - My tego dnia nie oddaliśmy nikomu, to był dzień, w którym wspominaliśmy osoby, które odeszły, w wspomina się w dobrej wierze, w cieple, w sympatii, w spokoju i w ciszy.
I wspaniale, bardzo chciałabym, żeby tak wszyscy politycy (i nie tylko oni) podchodzili do obchodów tej tragedii. Spokojnie, z godnością, z uwagą na cierpienie rodzin ofiar, którym nieustanne przypominanie nie pozwala uporać się z żałobą. To byłoby ludzkie. Ale życie nie jest takie proste
Małgorzata Kidawa-Błońska - My tego dnia nie oddaliśmy nikomu, to był dzień, w którym wspominaliśmy osoby, które odeszły, w wspomina się w dobrej wierze, w cieple, w sympatii, w spokoju i w ciszy.
I wspaniale, bardzo chciałabym, żeby tak wszyscy politycy (i nie tylko oni) podchodzili do obchodów tej tragedii. Spokojnie, z godnością, z uwagą na cierpienie rodzin ofiar, którym nieustanne przypominanie nie pozwala uporać się z żałobą. To byłoby ludzkie. Ale życie nie jest takie proste
Co można w takim razie zrobić? Ano sporo, przede wszystkim mieć plan komunikacji, który będzie konsekwentnie prowadzony cały czas, z przewidzianymi wariantami na potencjalne sytuacje. Przecież od dwóch lat wiadomo było, że Jarosław Kaczyński będzie żył tą tragedią (mówił o tym otwarcie, dla niego żałoba będzie trwać aż do końca życia) i będzie starał się stworzyć z tej tragedii rzeczywistość dla całego kraju. Przyznać muszę, że świetnie mu to idzie. Poza tym, dobrze wiedzieć co chce się osiągnąć, a celem nie może być reagowanie na kolejne odsłony kampanii przeciwników i to z opóźnieniem. Trzeba mieć SWOJĄ własną wizję tego, do czego się dąży i jak o tym, mówić. A informowanie o wyjaśnianiu tragedii smoleńskiej już bardziej nieudolne nie może być.
Obserwuję sposoby komunikacji rządu od dłuższego czasu. Przykład związany z 10 kwietnia jest najświeższy, ale nie jedyny. Porażka za porażką, od leków poprzez emerytury po lekcje historii. Nie dość, że zmiany są zawsze trudne do przeprowadzenia, to jeszcze rzucać sobie kłody pod nogi przez złą komunikację z całym, skomplikowanym otoczeniem rządu?
Kiedyś, przed wyborami w 2005 roku rozmawiałam z jednym z doradców wizerunkowych z otoczenia PO. Powiedział coś, co wtedy już rozbroiło mnie zupełnie: wie pani, nawet najlepsi doradcy nie pomogą – trzeba ich jeszcze słuchać!
