Zastanawiam się po co Monice Olejnik ten turban czy raczej coś na kształt nakrycia głowy taliba. Zastanawiam się o co w ogóle ten szum wokół okładki Newsweeka. Chyba już przyzwyczailiśmy się, że dzień bez afery czy aferki, to dzień stracony.

REKLAMA
Widywałam znacznie mniej korzystne zdjęcia Antoniego Macierewicza, o które mógłby mieć pretensje, nie każdy jest fotogeniczny, ale jeśli pełni się role publiczne, to trzeba z tym się liczyć. Również i ze złośliwym, szyderczym, prześmiewczym kontekstem, w którym można się znaleźć. Okładka jak okładka, moim zdaniem kontekst był związany raczej z fanatyzmem niż terroryzmem, ale to oczywiście zależy co się komu z czym kojarzy. Antoniemu Macierewiczowi skojarzyło się z tym drugim, no cóż, jest takie piękne polskie przysłowie: uderz w stół, a nożyce się odezwą… każdy ma jednak prawo do świadomego kształtowania swojego publicznego wizerunku, więc proces na pewno będzie.
Natomiast wejście w środek tej aferki poważnej dziennikarki, która ma ugruntowaną pozycję, wypracowaną przez lata, jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Jakieś pomieszanie miejsc i ról! Przecież Monika Olejnik nie musi robić różnych dziwnych rzeczy, żeby ją zauważono. Już to wywalczyła. Wszyscy ją widzą, znają, poważają lub nie, lubią lub nienawidzą, ale wiadomo kim jest. A może zresztą przesadzam, może po prostu wiosna i trochę taka studencka chęć uczestniczenia w internetowej zadymie nakłoniła ją do założenia tej chusty.
Tylko, że teraz już nie ma miejsca dla niej w dyskusji o meritum: można czy nie można przebierać polityka za taliba.