Nieoczekiwany wybuch lata pomieszanego z wiosną zaowocował rozkwitem życia towarzyskiego, a więc spotykamy się w różnych konfiguracjach (również politycznych), z różnymi ludźmi (i z lewa, i z prawa) w pięknych okolicznościach przyrody. I mamy cały czas tematy do rozmów, buzie nam się nie zamykają, każdy chce coś powiedzieć. A najdziwniejsze tej wiosny Anno Domini 2012 jest to, że nie dyskutujemy o polityce. W ogóle. Ani razu. Nawet nie opowiadamy sobie dowcipów politycznych.

REKLAMA
Zjawisko tak poważne i niepokojące, że – moim zdaniem – wymaga głębszych naukowych badań. Przecież to jest nienormalne, żeby ludzie tkwiący w polskiej rzeczywistości nie wspomnieli nawet mimochodem o jakimś Palikocie, który chce fabryki budować (dowiedziałam się od znajomych z FC:). Tyle lat, ponad dwadzieścia, żyjemy tym, co powiedzą politycy, że weszło nam już w krew nieustanne dyskutowanie o nich. Podniecamy się ich deklaracjami, obietnicami i poglądami. Śledzimy ich losy, kolejne przejścia z jednych partii do innych, zmiany poglądów i życiorysów. A po cichu robimy swoje, czyli zakładamy firmy, rozwijamy transport drogowy (bo ten kolejowy zależy od polityków, a więc leży), handel, produkcję i szkolnictwo, nawet to wyższe. I wszystko nam się udaje! Tylko to, co leży po stronie państwa zarządzanego przez polityków kuleje, a nawet popada w stan agonalny jak np. służba zdrowia.
Dlaczego więc poświęcamy tym ludziom tyle uwagi? Mój maż nawet ukuł określenie: polibryta. Jest to polityk, który wszędzie bywa, we wszystkich programach telewizyjnych, radiowych, jego zdjęcie pojawia się w kolorowych pismach, przy okazji relacji z różnych towarzyskich wydarzeń, czasami nawet kulturalnych całkiem. Bywa, że nawet zatańczy z gwiazdami. I ten polityk tak bardzo wszędzie bywa, że zupełnie nie ma czasu na pracowanie, szczególnie w Sejmie. A polibrytów zrobili z nich dziennikarze. O ile na początku lat 90-tych było uzasadnione oddawanie im głosu w mediach (zmieniał nam się kraj), o tyle później przekazywanie każdego słówka, nawet od czapy, utwierdziło ich w przekonaniu, że są wyjątkowi, lepsi, uprzywilejowani, że im się należy.
Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet, nie zaglądam do Internetu. Ba, nawet nie słucham radia! Za to słucham tego, co ludzie opowiadają.