O autorze
Byłam (jestem, bo to nie tylko zawód) dziennikarką, głównie gadającą w Programie III Polskiego Radia na tematy społeczne, polityczne i gospodarcze. Prowadziłam też przez osiem lat autorski magazyn motoryzacyjny „Wrzuć Trójkę”, a kontakt z działami public relations koncernów samochodowych zaowocował zainteresowaniem tą właśnie dziedziną. Pod koniec lat 90-tych współtworzyłam podyplomowe studia public relations oraz zaczęłam prowadzić szkolenia z zakresu komunikacji medialnej, biznesowej, PR, głównie dla kadry menedżerskiej. Prawie trzy lata zarządzałam średniej wielkości agencją „piarową”. Napisałam książkę „Pogadaj z głową”, w której ludzie o ciekawych biografiach mówią o zmianach w swoim życiu, jak sobie dawali radę z wyborami, decyzjami, czego się obawiali, na co stawiali. Spotkanie z nimi było jak zastrzyk energii…szkoda, że dwojga z nich już nie ma… Teraz, oprócz doradzania i szkoleń, piszę e-booki o tematyce zawodowej: „Ile kosztuje reputacja?” oraz (w przygotowaniu) „Dlaczego te media są takie okropne?” zapraszam na moją stronę http://www.nurkiewicz.pl/

Świat bez polityków. Możliwe?

Nieoczekiwany wybuch lata pomieszanego z wiosną zaowocował rozkwitem życia towarzyskiego, a więc spotykamy się w różnych konfiguracjach (również politycznych), z różnymi ludźmi (i z lewa, i z prawa) w pięknych okolicznościach przyrody. I mamy cały czas tematy do rozmów, buzie nam się nie zamykają, każdy chce coś powiedzieć. A najdziwniejsze tej wiosny Anno Domini 2012 jest to, że nie dyskutujemy o polityce. W ogóle. Ani razu. Nawet nie opowiadamy sobie dowcipów politycznych.


Zjawisko tak poważne i niepokojące, że – moim zdaniem – wymaga głębszych naukowych badań. Przecież to jest nienormalne, żeby ludzie tkwiący w polskiej rzeczywistości nie wspomnieli nawet mimochodem o jakimś Palikocie, który chce fabryki budować (dowiedziałam się od znajomych z FC:). Tyle lat, ponad dwadzieścia, żyjemy tym, co powiedzą politycy, że weszło nam już w krew nieustanne dyskutowanie o nich. Podniecamy się ich deklaracjami, obietnicami i poglądami. Śledzimy ich losy, kolejne przejścia z jednych partii do innych, zmiany poglądów i życiorysów. A po cichu robimy swoje, czyli zakładamy firmy, rozwijamy transport drogowy (bo ten kolejowy zależy od polityków, a więc leży), handel, produkcję i szkolnictwo, nawet to wyższe. I wszystko nam się udaje! Tylko to, co leży po stronie państwa zarządzanego przez polityków kuleje, a nawet popada w stan agonalny jak np. służba zdrowia.
Dlaczego więc poświęcamy tym ludziom tyle uwagi? Mój maż nawet ukuł określenie: polibryta. Jest to polityk, który wszędzie bywa, we wszystkich programach telewizyjnych, radiowych, jego zdjęcie pojawia się w kolorowych pismach, przy okazji relacji z różnych towarzyskich wydarzeń, czasami nawet kulturalnych całkiem. Bywa, że nawet zatańczy z gwiazdami. I ten polityk tak bardzo wszędzie bywa, że zupełnie nie ma czasu na pracowanie, szczególnie w Sejmie. A polibrytów zrobili z nich dziennikarze. O ile na początku lat 90-tych było uzasadnione oddawanie im głosu w mediach (zmieniał nam się kraj), o tyle później przekazywanie każdego słówka, nawet od czapy, utwierdziło ich w przekonaniu, że są wyjątkowi, lepsi, uprzywilejowani, że im się należy.
Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet, nie zaglądam do Internetu. Ba, nawet nie słucham radia! Za to słucham tego, co ludzie opowiadają.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...