Mamy nowego polibrytę, przewodniczącego Piotra Dudę. W sobotnich dziennikach telewizyjnych, podekscytowani dziennikarze prezentowali wszelakie zdolności przewodniczącego Dudy, że ma charyzmę, że ostry, ale z każdym chce rozmawiać (i obrazek z premierem Tuskiem), że trybun ludowy, że ludzie go słuchają. A w tle blokada Sejmu.

REKLAMA
Nie dowiedziałam się jednak jakie przewodniczący Duda ma propozycje, z wyjątkiem zanegowania ustawy o podwyższeniu wieku emerytalnego. Być może ma, nawet na pewno, ale oglądacz telewizyjny, słuchacz radiowy i czytacz mediów pisanych, wie tylko, że facet jest wyrazisty, głośno krzyczy i umie zablokować Sejm tak skutecznie, że nawet pracownicy z trudem wychodzili po zakończonej pracy. I mam nieodparte poczucie, że tym ludziom nie chodzi o mój kraj, ale o ich własne interesy.
Podobnie myślę, gdy słyszę Jarosława Kaczyńskiego, który – to relacjonują media – podniesionym głosem mówi zdecydowanie: gdy my dojdziemy do władzy, wywalimy tę ustawę do kosza! Oczywiście, nikt mu nie zabiera prawa do takiej opinii, ale czy prezes PiS myśli o moim kraju? Czy rzeczywiście poważnie zamierza przejąć władzę? Przecież, gdy – załóżmy – ją przejmie, to kwestie związane z niżem demograficznym i nadchodzącą falą emerytów nie znikną tylko dlatego, że on teraz rządzi. Gdyby myślał o moim kraju i jego przyszłości, to byłby tak zwaną konstrukcyjną opozycją: kontrolowałby to, co proponują aktualnie rządzący ludzie, ale też miał rozwiązania i pomysły, które da się zrealizować. A może ma, tylko ja o tym nie wiem, bo znam tę naszą „pożalsięboże” politykę za pośrednictwem mediów?
Tak czy siak, w mediach głośno i ekscytująco, tylko jaki będzie mój kraj dla moich wnuków i prawnuków?
PS W porannej rozmowie polityków w Radiu Zet głównym tematem było zachowanie posła Niesiołowskiego, który popchnął kamerę dziennikarki sprzyjającej opcji przeciwnej. I znowu niczego się nie dowiedziałam, oprócz tego, że ludzie się nienawidzą.