Przed chwilą usłyszałam w moim ulubionym radiu kolejne licytowanie się polityków konkurencyjnych, żeby nie powiedzieć wrogich partii o to, kto zaczął burdę w piątek w Sejmie. Ludzie! Czy to jakaś pomroczność jasna opadła na polityków i parę innych osób? Od 2005 roku nie mogą ustalić kto zaczął, kto pierwszy rzucił błotem, kto pierwszy się obraził, kto, komu co powiedział, jak wielką krzywdę PiS zrobiła PO, albo na odwrót.

REKLAMA
A co to mnie obchodzi?! Co mi to daje, że znowu –wydawałoby się rozsądni ludzie – Małgorzata Kidawa - Błońska i Jarosław Sellin -jak dzieci w piaskownicy mówią: mamoooo, a ona zaczęła!! Nieprawda, kłaaaamie, to on zaczął!! Co nam, naszemu krajowi to daje, jak wzbogaca moją wiedzę o reformie emerytalnej, czy słuchając takiej przepychanki mam szansę czegoś się dowiedzieć, wyrobić sobie zdanie? I tu powstaje bardzo istotna kwestia, czy ci politycy byli w studiu sami? Czy ktoś prowadził tę rozmowę? Oczywiście odpowiedź jest twierdząca. Dziennikarz zadawał pytania, dziennikarz, którego widocznie najbardziej interesowało wywołanie „dynamicznej polemiki” między jego gośćmi. Ujęłam w cudzysłów, bo chciałam, żeby zabrzmiało to z przekąsem i zastanawiam się czy na zebraniach redakcyjnych chwalą tych, którzy osiągnęli „dynamizm” w studiu? I gdzie jest granica, mają się pobić, dać sobie w zęby, krew ma się polać? Bo wzrośnie słuchalność czy oglądalność?
W działaniach public relations jest taka metoda, która zakłada powtarzanie pewnych, określonych treści w przekazie, tak by dotarło to do odbiorcy. Podobnie działa reklama. A więc informuję spin doktorów Prawa i Sprawiedliwości: wszyscy już wiemy, że wszystkiemu jest winien (premier) Tusk. W nawiasie, bo ja szanuję urząd premiera w moim kraju, niezależnie od tego, kto go pełni.