Jeden z moich znajomych na facebooku nazwał lemingami wszystkich tych, którzy czytają jedynie „Politykę”, „Newsweeka” i „Gazetę Wyborczą”, oglądają tylko TVN, a to wynurzenie opatrzył żalem, że wspomniane lemingi nie korzystają z zamieszczanych przez niego informacji i linków do różnych prawicowych źródeł. Więc cóż oni mogą wiedzieć o świecie?

REKLAMA
W pierwszej kolejności – zanim zdecyduję czy mam czuć się dotknięta – poszukałam informacji o lemingach. Okazuje się, że są to małe gryzonie, mające ogonki dłuższe od szczurów, które zasłynęły mitem o popełnianiu masowego samobójstwa poprzez rzucanie się do morza. Według Wikipedii ten mit bardzo zafałszowały i podkręciły filmy dla dzieci produkowane przez wytwórnię Walta Disneya. Uznałam, że nie ma o co się obrażać, zwłaszcza, że dla mnie FB właśnie taką rolę, między innymi, spełnia! Mam tam różnych znajomych, o różnych zawodach i zainteresowaniach, oni często dzielą się ciekawymi informacjami, do których ja nie dotarłabym, bo do głowy by mi nie przyszło ich szukać. I dlatego nie zlikwidowałam kontaktu z moim znajomym od lemingów, choć przyznam się szczerze, że raz miałam na to wielką ochotę: gdy podzielił się ze swoimi znajomymi niewybrednymi żartami na temat transseksualizmu w kontekście posłanki Anny Grodzkiej. A wystarczyłoby, żeby zrobił to co ja, czyli wyguglował sobie o tym informacje. Sama chętnie udzieliłabym mu ich, bo jeszcze w latach 90-tych robiłam reportaż o ludziach transseksualnych.
Zaglądam więc do tych jego linkowanych wiadomości, poszerzam informacje o świecie i wyrabiam sobie zdanie. A według mnie, na przykład, pisanie listów otwartych do premiera przez Ewę Stankiewicz i nagłaśnianie, że PAP nie chciał jej tego opublikować, to nic innego jak świadomy PR. Każdemu wolno pisać, żyjemy, wbrew temu co dziennikarka uważa, w wolnym kraju, ale to nie znaczy, że Polska Agencja Prasowa ma upubliczniać listy każdego, kto tylko zechce taki list napisać. Wiem, wiem, pani Stankiewicz jest wybitną polską dziennikarką i powinna mieć dostęp do polskiej agencji. Ale wyobraźmy sobie, że każdy dziennikarz, mniej więcej tak wybitny jak ona, chciałby taki list napisać i skorzystać z pośrednictwa PAP. Toż to nie nadążylibyśmy z czytaniem, a serwis agencji miałby się jeszcze gorzej niż się ma.
Jednak ruch medialny związany z tym faktem jest na wagę istnienia pani Stankiewicz w świadomości szerokiej opinii publicznej. Takich lemingów też. I uprzedzam potencjalne zarzuty: poseł Niesiołowski powinien panować nad sobą i zasłużył na karę, może nie więzienia czy wyrzucenia z partii, ale choćby zakazania wypowiadania się publicznie w roli reprezentanta PO.
A prawda o lemingach jest taka, że są to gryzonie bardzo lubiące podróże, szczególnie, jeśli robi im się za ciasno w dotychczasowych siedliskach. Wtedy odważnie ruszają na poszukiwania nowych, lepszych miejsc do życia. O tak, mogę być lemingiem