Zrobiłam wczoraj zdjęcie starszej pani, bo chciałam uwiecznić ją z laptopem na kolanach. Jak każda kobieta chciała się przygotować, poprawić włosy, rozglądała się za lusterkiem. Pokazałam zdjęcie na ekranie telefonu: „O jej, jaka ja jestem stara!”
REKLAMA
No jest, niezaprzeczalnie ma pomarszczoną twarz, zgarbione plecy i bez okularów nie widzi liter. I boli ją kręgosłup, z trudem się porusza, potrzebuje pomocy w codziennym życiu. Zwłaszcza, że ta codzienność nie jest dla niej najłatwiejsza. Mieszka od dwudziestu lat na skraju wioski, w urokliwym zakątku na skraju lasu, w starym domku, od lat wymagającym remontu, za towarzystwo ma psy i koty. I obrazy. Swoje. Poznałam ją kilka lat temu, byłam wstrząśnięta tą jej codziennością. I wtedy ona, w rozmowie, wyraziła żal, że nie może poznać komputera, programów graficznych, Internetu. Nie skarżyła się na małą emeryturę, na braki w wyposażeniu, na niemalowane od lat ściany. Była ciekawa nowego, chciała tego doświadczyć. Akurat wtedy mogłam jej podarować stary, stacjonarny komputer, który oswoiła bez specjalnych kłopotów.
Minęło kilka lat. Domek nieco podreperowany, nowe okna i drzwi, ściany białe. Staruszek z malutkim monitorem już padł. Zresztą naprawiała go, wezwała specjalistę z pobliskiego miasteczka, wziął komputer i grzecznie odwiózł. Odpaliła – działał, ale nie mogła znaleźć Corela. Zadzwoniła, zapytała, gdzie się podział ten stary program graficzny. „A po co to pani?” – zdziwił się młody specjalista. Postanowiłam zadziałać i tu okazał się nieoceniony facebook. Wprawdzie odzew na mój apel o podarowanie niepotrzebnego laptopa (przecież co dwa, trzy lata ludzie wymieniają na nowsze) był słaby, odezwała się jedna osoba, ale za to ze sprawnym komputerem. I tak doszło do zrobienia tego zdjęcia.
Wracając od niej przez zaśnieżony las, pomyślałam, że przez większość naszego życia nie jesteśmy młodzi, że słowa „O jej, jaka ja jestem stara!” mówimy już po trzydziestce, gdy pojawiają się pierwsze zmarszczki wokół oczu, gdy kilka wydarzeń w naszym życiu dało nam w kość, gdy przygniotła nas codzienność. I kurczowo trzymamy się tej młodości… może dlatego, że jest zapowiedzią wszystkiego?
