
W miniony weekend uczestniczyłam w Women's Fitness Camp, który miał miejsce na błoniach Stadionu Narodowego w Warszawie. Wydarzenie zostało zaplanowane na niedzielę 8 czerwca 2014 r., gromadząc miłośników fitness z różnych stron kraju. Wśród uczestników dało się odczuć pozytywnego ducha a ja wróciłam zmęczona i zadowolona.
REKLAMA
Co? Gdzie? Kiedy?
Bramy wydarzenia otworzono przed zapaleńcami o godzinie 8:00. Natomiast treningi trwały od godziny 10:00 do 17:45. Uczestnicy mieli do wyboru trzy strefy (scena główna i dwie sceny umieszczone pod namiotami), w których zajęcia odbywały się równocześnie. Oprócz tego dostępna była również Strefa Crossfit.
Kto?
W tym czasie mieliśmy do czynienia z prezenterami na najwyższym poziomie, co dało się odczuć nie tylko w metodyce prowadzenia zajęć czy obserwując ich technikę, ale również w umiejętności nawiązania kontaktu z tak dużą publicznością. Na scenach podczas różnych punktów programu mieli pojawić się trenerzy Reebok University (Agnieszka Ronge, Piotr Kaczmarek, Bartek Krynicki, Aneta Ostrówka, Martyna Rapp, Ania Wojcieszek, Magda Krzyżanowska, Monika Bukowska, Ewelina Godlewska, Robert Czech, Kamil Zasada, Sasha Oshkin, Ines Madejska, Marzena Pater, Vincent Di Benedetto) oraz trenerzy Les Mills (Peter Ehrnvall, Elin Hellström, Kristin Andersson, Natalia Gołębiewska, Natalia Filip, Lidia Zamyłko, Szymon Wesołowski). Swoje treningi przeprowadzali w sposób profesjonalny, choć należy przyznać, że warunki nie zawsze były sprzyjające. Organizatorzy postarali się, by wszystko było na miejscu i łatwo dostępne. Tymczasem wysoka frekwencja i zapał ćwiczących sprawiły, że niekiedy ćwiczyliśmy niemal jedno na drugim (chodzi tu konkretnie o jeden z namiotów) lub dosłownie kąpiąc się w słońcu (scena główna). Obniżało to nieco komfort uczestnictwa. Większość utrzymywała jednak wysoki poziom motywacji, nawet w samo południe przy scenie głównej. Ja osobiście korzystałam np. z zajęć BODYCOMBAT® w godzinach od 11:00 do 12:00 i przyznaję, że było to wyzwanie. Bardzo pomagało podejście prowadzących, którzy wyraźnie zachęcali, zagrzewali i chwalili za wytrwałość tak, żeby wybór ćwiczyć/nie ćwiczyć był oczywisty i nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
O czym?
W prgramie przewidziano zajęcia: SH’BAM®, BODYCOMBAT®, Reebok Hip-hop, Reebok House, Reebok Spartan, Reebok Dance, BODYBALANCE®, BODYPUMP®, REEfunctional Step, CXWORX®, GRIT™ Plyo, Workshop : Petter What is HIIT training?, GRIT™ Strength, Reebok Final Cuts, Reebok Circuit Training, Reebok Stretching, Warsztat Reebok: Fizjoterapeuta Bartosz Niedzicki, Reebok Yoga.
Oprócz praktyki mogliśmy również zetknąć się z teorią dotyczącą konkretnych treningów. Prezenterzy również wówczas chętnie dzielili się swoja wiedzą, nawiązywali interakcję z uczestnikami a na koniec z uśmiechem pozowali do zdjęć z osobami, które je tylko o to poprosiły. Wiele rzeczy zostało przekazanych z humorem a anlojęzyczni preneterzy mówili w bardzo zrozumiały sposób i rzeczywiście do nas, mimo obecności tłumacza.
Z kim?
Wśród uczestników pojawiły się również znane osobistości – Marika, Joanna Jabłczyńska, Paulina Sykut-Jeżyna, Kamila Szczawińska, Klaudia Halejcio, Anna Dereszowska - co dodatkowo urozmaicało całe wydarzenie. Panie te w świecie fitness stawały w niedzielę przed takimi samymi zadaniami jak pozostali uczestnicy i do walki - przede wszystkim - z samym sobą.
Dlaczego?
Zresztą poziom umiejętności ogółu był bardzo rozpięty. Najważniejsze jednak, by partycypować w wydarzeniu możliwie dużo - tyle, ile się da. Według mnie istotne okazało się, że w miejscu tym spotkały się osoby o podobnym nastawieniu do aktywności ruchowej. Większość cieszyła się własną obecnością i chciała tu przyjechać a dzięki temu motywowanie rozpoczynało się na zupełnie innym poziomie niż ma to miejsce na co dzień w klubach. Chodziło o to, by wytrwać, kiedy organizm sygnalizuje granice wytrzymałości (a nie zmuszać się do czegoś, czego do końca się nie rozumie – jak to niestety czasami miłam okazję widzieć gdzie indziej). Na prawdę miło było obserwować a jeszcze lepiej – samemu ćwiczyć. Ponadto, mimo że wydarzenie nosiło nazwę Women's Fitness Camp, nie zabrakło również ćwiczących panów.
Jak?
Jako dodatkową atrakcję przygotowano konkurs, w którym wyróżniono osoby szczególnie przykładające się do zachowania poprawności technicznej wykonywanych ćwiczeń oraz wykazujące duże zaangażowanie. Z założenia nagradzano więc jakość a to bardzo ważne. Wszystko zostało dość rozsądnie przemyślane i z organizacyjnego punktu widzenia przebiegało sprawnie. Jako osoba, która miała okazję uczestniczyć w organizacji różnych wydarzeń społeczno-kulturalnych zwracam uwagę na różne szczegóły. Przede wszystkim cena biletu nie była zbyt wygórowana. W ten sposób została pokonana jedna z największych barier, która mogłaby przeszkodzić nawet bardzo zainteresowanym. Tym bardziej, że osoby spoza stolicy musiały na miejsce jeszcze dojechać. Następnie już przy wejściu każdy z nas otrzymła upominek w postaci płóciennej torby. W środku można było znaleźć koszulkę, napój izotoniczny i kilka innym gadżetów. Namioty były rozmieszczone tak, że łatwo było się między nimi przemieszczać. Na miejscu można było kupić coś dojedzenia a organizator zadbał, by każdy mógł mieć stały dostęp do wody pitnej. Urządzenia sanitarne były rozmieszczone w kilku miejscach. Pomyślano również o szatni, w której uczestnicy zmieniali stoje. Co ciekawe, kolejka do depozytu również poruszała się sprawnie. Jeśli chodzi o obsługę mojej osoby podczas wydarzenia, ocena wypadła na 5.
Podobna impreza, ale w Paryżu:
Magda Piestrzyńska
