O autorze
Jestem instruktorem sportu ze specjalnością fitness. Ukończyłam studia magisterskie o specjalności edukacja zdrowotna i terapia pedagogiczna. Z przyjemnością uczestniczyłam też w szkoleniu: medyczny trener personalny oraz innych tematycznych (sportowych, prozdrowotnych) kursach i wydarzeniach, na których poszerzałam swoją wiedzę. W ten czy inny sposób pracuję z ludźmi od 2007 roku.

Uważam, że wszystko, co robimy, powinno wynikać z pasji. Wówczas daje nam to prawdziwą satysfakcję. Właśnie wtedy mamy ochotę, by robić to dobrze. Zauważyłam również, że osoby przejawiające różne formy aktywności ruchowej i wytrwale rozwijające swoje umiejętności, stają się częścią swego rodzaju kultury, która wpływa na ich życie. Dziedzina fitness gromadzi ludzi energicznych, konsekwentnych, ambitnych i lubiących muzykę. Takie osoby zostają na sali na lata. Z czasem mamy też ochotę wiedzieć więcej, a fitness jest naprawdę bardzo ciekawą dziedziną, którą rządzą określone zasady. Cały czas ulega również rozwojowi. To, co wiem, jest połączeniem wiedzy teoretycznej oraz doświadczenia praktycznego jako klientka oraz instruktor prowadzący zajęcia w zakresie aktywności ruchowej. Dużym szacunkiem darzę również słowa innych instruktorów, których cenię. Jeśli coś naprawdę kochamy, każdy ruch w kierunku rozwoju jest słuszny. Z tą myślą piszę i tutaj.

W razie pytań bądź sugestii, co do podejmowanych przeze mnie tematów, proszę o kontakt na adres e-mail: fitness.mpiestrzynska@gmail.com

Wchłonięty przez sport – rozmowa z Marcinem Piechotą o kulturystyce

Marcin, oprócz pracy nad sobą, pomaga również innym osiągnąć swoje cele i marzenia
Marcin, oprócz pracy nad sobą, pomaga również innym osiągnąć swoje cele i marzenia Archiwum prywatne Marcina Piechoty
Kiedy poznałam go w klubie, do którego przychodziłam, nie od początku dobrze pamiętał moje nazwisko. Zauważał natomiast czy jestem wesoła, czy smutna. Typowy mężczyzna. Potem spotkałam go przypadkowo w busie, gdy jechał na zawody, podczas których zdobył tytuł V-ce Mistrza Europy Juniorów 2013. Dziś Marcin Piechota ma na swoim koncie tytuły: Mistrza Polski Juniorów 2013, V-ce Mistrza Europy Juniorów 2013, V-ce Mistrza Polski Seniorów 2013 i działa jako trener. A to nie wszystko, co ma do powiedzenia. Co jeszcze?





Magda Piestrzyńska: Jesteś już utytułowanym zawodnikiem. Natomiast rozpocznijmy od tego, kiedy zacząłeś ćwiczyć a od kiedy zajmujesz się kulturystyką na poważnie?

Marcin Piechota: Ćwiczyć zacząłem kiedy miałem 17 lat jeszcze w mieście, z którego pochodzę, w Ostrowcu Świętokrzyskim. Tam trener zawsze pchał mnie do przodu w kierunku kulturystyki – praktycznie od samego początku – ponieważ uważał, że mam dobre predyspozycje. Ja na początku traktowałem to delikatnie. Wtedy chciałem się tylko zmienić. Z czasem zacząłem się tym interesować coraz bardziej. Nabyłem też pewną wiedzę i była ona przede wszystkim praktyczna. Nie uważam się za zbytniego teoretyka. Wszystko co wiedziałem miało wartość praktyczną. Postanowiłem spróbować w momencie, kiedy wyjechałem na studia do Lublina. Można powiedzieć, że pchnęła mnie do tego zmiana klimatu. Chociaż tutaj miałem cięższe warunki.


MP.: Tutaj w Lublinie?

Marcin Piechota: Tak. Chodzi mi o to, że zmieniłem mieszkanie na stancję, klub (siłownię) na zupełnie inną a studia, które podjąłem nie dawały mi satysfakcji. Wtedy kulturystyka i nieodzownie związana z nią dietetyka wzięły górę wśród moich zainteresowań.




MP.: To był jakiś konkretny moment?

Marcin Piechota: Trudno mi to określić. Coraz więcej osób mówiło mi, że dobrze wyglądam, że odznaczam się tym, że powinienem coś z tym zrobić i że scena by mnie pewnie zaakceptowała?

MP.: Wychodzi na to, że kulturystyka wchłonęła Cię naturalnie.

Marcin Piechota: Tak, to wyszło naturalnie. Moje starty odwlekały się na początku ze względów finansowych. Byłem na pierwszym roku. Wtedy nie wziąłem jeszcze udziału w Uniwersyteckich Mistrzostwach Polski, chociaż bardzo chciałem. Właśnie ze względów finansowych nie mogłem się przygotować. Są to duże wydatki. Być może to jeszcze wzmocniło bodziec, żeby kiedyś wystartować i dać z siebie wszystko.


MP.: Potraktowałeś przeciwności jak wyzwanie?

Marcin Piechota: Można tak powiedzieć.

MP.: Jak długo dochodziłeś do obecnej fizycznej formy?

Marcin Piechota: Trenuję już od ponad 6 lat. Poważnie zacząłem zwracać na to uwagę na początku studiów. Czyli wychodzi na to, że przez 3 lata ciężkiej pracy i harówki udało mi się osiągnąć taką naprawdę dobrą formę.

MP.: A czy w kulturystyce jest taki moment, w którym mówi się sobie „stop, już wyglądam wystarczająco dobrze i chcę utrzymać tę formę”?

Marcin Piechota: Raczej nie ma takiego momentu. Zawsze jest jakaś niedoskonałość w sylwetce i będzie się dążyło do ideału – do wyglądu boga.

MP.: Rozumiem, że to raczej forma mobilizacji?

Marcin Piechota: Zgadza się.



MP.: Czym jest dla Ciebie profesjonalizm w kulturystyce?

Marcin Piechota: Trudno wypowiedzieć mi się jednoznacznie. Kulturystykę dzieli się na amatorską i profesjonalną, ale już amatorska na poziomie krajowym jest bardzo zaawansowana. Jest niewielka ilość osób, która może sobie pozwolić na takie starty. Albo uściślając – może coś osiągnąć w kulturystyce.

MP.: Czyli nawet ta amatorska jest na wysokim poziomie?

Marcin Piechota: Tak i wydaje mi się, że osoby, które startują w kulturystyce mają duże poważanie wśród osób ćwiczących, nawet rekreacyjnie.

MP.: Chodzi tutaj o wiedzę, o starty, o to jak wyglądasz? W jaki sposób skutecznie buduje się autorytet?

Marcin Piechota: Przede wszystkim nie da się tego zrobić w bardzo krótkim czasie. Osoby, które odnoszą zwycięstwa – i np. są znane u nas w Polsce, osiągnęły swoje zamierzone cele, stały się znane – trenują dziesiątki lat. Czasami nawet połowę życia ktoś dochodzi do tego, żeby wreszcie stanąć na scenie Mistrzostw Świata czy na bardzo poważnych zawodach. Trzeba się temu poświęcić i przeznaczyć na to dużą część swojego życia. W tym czasie budujesz też wyjątkową sylwetkę a ponadto nie można sobie z niczym folgować – dieta, trening, dieta, trening. Wszystko jest praktycznie podporządkowane konkretnemu celowi. Wśród profesjonalistów na świecie na razie jest tylko jeden Polak. Mimo to mamy jeszcze kilku Mistrzów Świata z Polski, ale nadal są to amatorzy. Jeżeli możemy mówić o kulturystyce zawodowej, tej krajowej – o osobach, które przywożą medale z Mistrzostw Polski - oni również są już na bardzo wysokim poziomie. Dla wielu osób ten poziom będzie niedostępny, również ze względu na genetykę.

MP.: Jak wyglądały, wyglądają przygotowania do zawodów, jeśli chodzi o Twoją osobę?

Marcin Piechota: Wielokrotnie zaczynałem moje przygotowania. Dwuktrotnie je porzucałem ze względów finansowych i jak za trzecim razem się udało, to również musiałem się wysilić i poczynić odpowiednie kroki, żeby wytrwać do końca. W kulturystyce to jest długi okres. Dla kogoś miesiąc czasu może być odpowiedni np. na schudnięcie kilku kilogramów. Dla nas miesiąc czasu to jest bardzo krótko i żeby się przygotować do zawodów trzeba poświęcić pół roku, rok czasu. No i przede wszystkim trzeba mieć jakiś fundament. Ja swoje pierwsze 3 - 4 lata treningu traktuję jako takie budowanie fundamentu. A potem ten kolejny rok, dwa przed startami jako cały okres przygotowań do startów. Czyli wynika z tego, że przygotowania do startów są bardzo długie. W zależności od tego jak osoba wygląda, zaczyna się to od redukcji masy ciała i tłuszczy albo od budowania masy mięśniowej. Na pewno ostatecznym etapem jest maksymalne zrzucenie tłuszczu i prezencja muskulatury. U mnie przeważa okres budowania masy. Temu poświęciłem w swoich przygotowaniach 70 % czasu a rzeźbieniu powiedzmy te 30 %.



MP.: Nawiązując do tego, co powiedziałeś na początku i co mnie też bardzo ciekawi, czy Lublin jest miastem, które stwarza możliwości do rozwoju i osiągnięć?

Marcin Piechota: Jak najbardziej. Mamy w Lublinie sporo zawodników i trenerów. Wydaje mi się, że tutaj poziom przygotowań jest taki sam jak w innych miastach, województwach.

MP.: Porównywalny?

Marcin Piechota: Na podobnym poziomie.

MP.: Jesteś również trenerem. Jak Twoje doświadczenie ze startów wpływa na pracę z innymi osobami, z podopiecznymi?

Marcin Piechota: Muszę powiedzieć, że dzielę swoich podopiecznych, na osoby startujące i niestartujące. Bo to też jest istotne. Z osobami, które startują mamy zdecydowanie więcej pracy. Forma musi być już nieprzeciętna. Podejrzewam, że osobom, które w ogóle nie ćwiczą na siłowni, osoby startujące kojarzą się dziwnie, nietypowo, czasami pewnie potwornie. Żeby dojść do takiej formy, trzeba poświęcić naprawdę dużą część swojego życia. Jeśli chodzi o doświadczenia ze startów na pewno pomogły mi. Wydaje mi się, że gdybym w ogóle nie wystartował, to nie podejmowałbym się przygotowań innych osób. W wyniku tego, że w dużej części przygotowywałem się samodzielnie, teraz mogę swoje doświadczenia i zdobytą wiedzę przekazywać. Oczywiście każda osoba – nawet startujący trener – ma jeszcze nad sobą trenera, który będzie nad nim sprawował kontrolę i w moim przypadku również tak to się odbywało. Cały czas w razie potrzeby konsultuję się ze swoim trenerem. Jeżeli chodzi osoby, które chcą się zmienić, których celem nie jest start w zawodach, mamy bardziej ogólne działania. Możemy także skupić się na wybranych grupach mięśniowych np. nogach. Ćwiczę też osoby, które zajmują się inną dyscypliną niż kulturystyka (np. tenis) i chcą po prostu wzmocnić określone partie ciała. Przeprowadzamy również trening funkcjonalny.

MP.: Czy to jest tak, że Ty wyławiasz te talenty, czy ktoś musi się do Ciebie zgłosić z chęcią udziału w zawodach?

Marcin Piechota: Kilka osób znalazłem i namówiłem sam a reszta osób zgłaszała się. Obecnie raczej nie zajmuję się wyławianiem. Jeżeli nawet napomknę o tym, to ja nigdy nie namawiam tej osoby. To jest wtedy bardzo indywidualna decyzja. Uważam, że jeśli ktoś podejmie decyzję samodzielnie, to jest potem świadomy tego trudu, wie, że to jest jego plan.



MP.: Wtedy ma właściwą motywację?

Marcin Piechota: Zdecydowanie.

MP.: Zgadzam się. Czy w takim razie jesteś w stanie komuś „odsprzedać” receptę na sukces? Ty już kilka masz na swoim koncie.

Marcin Piechota: W moim mniemaniu sukces i osiąganie go leży w psychice człowieka. Nie ma czegoś takiego jak fizyczny przepis na sukces. Kierujemy się naszymi marzeniami i realizujemy je powoli. To w sumie jest recepta na sukces. Jeżeli chodzi o sam cykl przygotowań, to niestety taka recepta nie istnieje i każdy musi działać bardzo indywidualnie.

MP.: Co mówisz w takim razie osobom, które przychodzą do Ciebie i już chcą startować w zawodach? „Tak, zróbmy to”?

Marcin Piechota: Jeżeli ktoś jest już zdecydowany, to on już podjął decyzję. Ta rozmowa będzie łatwiejsza. Potem pojawia się pytanie czy ty chcesz tylko brać udział w zawodach, czy chcesz wygrać w tych zawodach. Jest kilka takich osób, które po prostu chcą wystartować. Osoba, która chce osiągnąć sukces, będzie bardziej zdeterminowana, będzie się dużo bardziej starała. Osoba, która chce tylko wystartować będzie miała inną motywację. W takiej sytuacji trudno mi odrzucić takiego zawodnika i powiedzieć „nie, ja chcę tylko poprowadzić kogoś do sukcesu”. Oczywiście przyjmę taką osobę i pomogę. Nie zdarzyło mi się na razie odmówić osobie, która chce wystartować a z czasem być może sam będę starał się popychać tę osobę do myślenia o wyższym celu. Taka motywacja trenera moim zdaniem jest bardzo istotna.

MP.: No i na pewno doświadczenie Ci pomaga, bo wiesz na czym musicie się skupić. Masz tak, że już na wstępie intuicyjnie wiesz nad czym będziecie pracować najwięcej?

Marcin Piechota: Wydaje mi się, że ja działam tylko intuicyjnie. Jestem czystym praktykiem. Oczywiście gdyby zdarzył się jakiś błąd na początku przygotowań, to potem staramy się go eliminować i poprawiać, ale w kwestii samego doboru ćwiczeń, diety, ogólnie wytycznych działam intuicyjnie.

MP.: W tym momencie jesteś więc bardziej zawodnikiem czy trenerem?

Marcin Piechota: Trenerem.

MP.: I dobrze się z tym czujesz?

Marcin Piechota: Tak, jest to coś, co w życiu chciałem robić.

MP.: Co jest dla Ciebie najbardziej cenne w pracy z ludźmi?

Marcin Piechota: Mogę się do czegoś przyznać. Sam, budując kiedyś formę, aż dziwiłem się, że można dojść do takiego poziomu, jeśli się człowiek bardzo temu poświęci. Zdarzało mi się wzruszać, być dumnym, że dokonałem takich rzeczy. To jest masa wyrzeczeń. Trudno to opisać słowami, dopóki człowiek tego nie spróbuje. Nie da się też tego bezpośrednio do czegoś porównać. Teraz, kiedy moi podopieczni się zmieniają, ja czuję to samo. Dajmy na to osoba nigdy nie miała kratki na brzuchu, a po 3, 4 miesiącach wypracuje upragnioną rzeźbę. Sylwetka staje się estetyczna. Inni pytają, co się stało, jak do tego doszedłeś. Jest podziwiany. Jest to dla mnie rzecz niesamowita.

MP.: Czujesz dumę?

Marcin Piechota: Tak, czuję dumę. Mogę powiedzieć, że jestem wdzięczny tej osobie i że się poświęciła, i pozwoliła sobą pokierować. Odczuwam w tym swój wkład. Ja pracy za tę osobę nie wykonałem, ale wskazywałem drogę. A ta osoba wytrwała.

MP.: Super. Jeszcze jedno ważne pytanie. Czy kulturystyka jest zdrowa? Jak sam zauważyłeś, wielu osobom sylwetka kulturysty może się różnie kojarzyć.

Marcin Piechota: Czasami to jest niezdrowe. Przed zawodami bardzo odwadniamy swój organizm i obniżamy poziom tkanki tłuszczowej jak tylko się da. Człowiek może być wtedy bardzo rozkojarzony, rozdrażniony, trudniej mu się skupić. Jest to natomiast chwilowe i służy maksymalnemu, jak najlepszemu wyeksponowaniu mięśni podczas samych zawodów, pokazaniu jak wiele pracowaliśmy. Na samych zawodach jesteśmy nieco przerysowani i zdaję sobie z tego sprawę. Potem to wraca do normy. Duże zmiany widać, kiedy organizm znowu się nawodni.

MP: Teraz widzę przed sobą raczej zdrową, dobrze wyglądającą, sprawnie myślącą osobę. Brzmi to wiarygodnie. Dziękuję Ci za całą rozmowę i życzę realizacji kolejnych celów – tych po prostu treningowych, trenerskich i jako zawodnikowi. Życzę Ci też dużo sił, bo wiem, że taka praca nie jest dla wszystkich – trzeba to czuć i rozumieć.


Magda Piestrzyńska