Zacznę od siebie. Kilka miesięcy temu ucieszyła mnie propozycja „zróbmy coś dla zjednoczenia lewicy”. Coś bym zrobiła. Zawsze coś bym zrobiła, by nasze państwo nie tonęło w mrokach neoliberalnego marazmu (konsumpcjonizm-stadiony-kościoły) lub średniowiecznego wzmożenia (biskupi-kościoły-zakazy).
REKLAMA
Jestem progresywistką, cieszy mnie rozwój, choć zamiast (obok) autostrad wolę otwartą mentalność. Cenię jednostkową wolność, tolerancję, różnorodność. Jak Jezus Chrystus uważam, że każdy ma godność i prawo do miłości. Każdy czyli „obcy”, Żyd, katolik, gej, feministka, uchodźca, ateista. Dlatego jestem przekonana, że ksenofobiczny polski katolicyzm jest przedchrześcijański (choć nie wiem czy w czasach kultu Światowida było tyle agresji i nienawiści wobec inaczej myślących co dziś w pismach i wypowiedziach katolickich). Chętnie więc wspieram lewicę jako bardziej chrześcijańską niż zapatrzone w konsumpcjonizm partie liberalne czy zapatrzone w poszukiwanie i lżenie wroga partie „katolickie”. Zjednoczenie lewicy pod hasłem „WiR” się nie udało. Widać to było już na drugim spotkaniu. Wiosną. W tym bowiem czasie zawodowi politycy robili swoje. I zrobili. Spotkali się pod patronatem Guza, potem Palikot dogadał się z Millerem, co było cudem, ale – jak mówiła Arendt – oprócz religii jedynie w polityce zdarzają się cuda.
Od początku rozmów mówiłam, że będę wspierać te ugrupowania i inicjatywy, które będą brały pod uwagę parytet (lub kwoty) i potraktują poważnie kobiece liderki. Tak się stało w Zjednoczonej Lewicy Palikota i Millera. Barbara Nowacka dostała „jedynkę” w Warszawie, Kazimiera Szczuka „jedynkę” w Krakowie, Wanda Nowicka „jedynkę” w okręgu podwarszawskim. Wielka szkoda, że Małgorzata Prokop nie dostała „jedynki” w Szczecinie (ma dwójkę). Wbrew pozorom nie są to jakieś moje serdeczne „psiapsiółki” (w stylu triady Hofman, Kamiński, Rogacki czy dawnego duetu „Misiek i Bielan”). Basia Nowacka, Kazimiera Szczuka, Wanda Nowicka, Małgorzata Prokop - to po prostu świetne polityczki: ideowe, spoza układów, silne, skuteczne, empatyczne. Świeże źródło polityki, jej szansa na oczyszczenie. Bez kobiet takich jak one nie ma nowoczesnej polityki. Nie ma postępu.
Moja pozycja polityczna na dziś jest dzięki temu bardzo prosta: tam gdzie one tam i ja. Przykro, że osoby „porzucone” stworzyły alternatywną Zjednoczoną Lewicę, by pomącić. Trochę z powodu nadmiernych ambicji, trochę z powodu rozżalenia, trochę dla fanu. Jest więc bałagan. Niepotrzebnie. Cieszy jednocześnie, że o względną równowagę kobiet i mężczyzn na listach wyborczych zaczęła się troszczyć „Nowoczesna.pl”. Bo trudno być nowoczesną formacją pielęgnując zarazem feudalne stosunki między kobietami i mężczyznami lub wykorzystując je w roli paprotek.
Jak rozumiem to dopiero pierwszy akt nadchodzących wyborów: czekamy na pełne listy i zobaczymy, które partie dostrzegły fakt, że ludzkość a także nasze społeczeństwo składają się z kobiet i mężczyzn oraz że demokracja jest systemem przedstawicielskim. Jeśli kobiety są radykalnie różne od mężczyzn to cóż to za demokracja, gdzie mężczyźni reprezentują wszystkich?
